Z Maryją w Nowy Rok

Początek nowego roku może wzbudzać w nas różne uczucia – możemy być nastawieni optymistycznie, podekscytowani, ale też zaniepokojeni, bo przecież kto wie, co Bóg ma dla nas w 2023 roku? Przecież trudna sytuacja w gospodarce, inflacja, a tuż za granicą prawdziwa wojna…

Jednak stojąc przed nowymi wyzwaniami, możemy jeszcze uważniej niż dotychczas spojrzeć na Maryję, Matkę Boga. Ona – nasza niebańska Matka, może łagodnie poprowadzić nas do spokojniejszego i pełniejszego życia i pomóc nam odważnie stawiać czoła trudnościom, a także doceniać te łaski, które otrzymujemy od Boga.

Kościół kieruje nasze oczy w stronę Maryi chociażby przez to, że pierwszy dzień nowego roku jest w liturgii poświęcony właśnie jej. To idealny czas, by zastanowić się, jak możemy prosić Maryję o wsparcie. Chociaż zawsze możemy prosić ją o wsparcie, możemy także uczyć się od niej pięknego życia. Czy nie jest to idealne rozwiązanie na nowy rok?

Zawierz Maryi Matce siebie, swoich bliskich, swoje plany, zamiary i marzenia… Może poproś właśnie Ją, by Nowy Rok pomogła Ci zaplanować… By na swoich rękach Cię niosąc, jak kiedyś Jezusowi, dawała Ci poczucie bezpieczeństwa…

Niech narodziny Zbawiciela napełnią nas miłością i pokojem

W tych dniach dzielimy się opłatkiem i składamy sobie wzajemnie życzenia. Wpatrujemy się w Chrystusa, dar Bożej Miłości, który narodził się w grocie betlejemskiej, by pozostać na zawsze między nami, by rodzić się w każdym z nas, ofiarowując nam Siebie w Bożym Słowie i Eucharystii. 

W tym trudnym czasie, gdy obok nas toczy się wojna, gdy niepokoją nas rosnące ceny codziennego życia, gdy na naszych oczach rozpadają się małżeństwa, a wielu ludzi nie potrafi odnaleźć się w obecnej rzeczywistości - niech Bóg się rodzi w życiu i w sercu każdego człowieka z całym bogactwem darów. Niech się narodzi w naszych domach, rodzinach, parafiach, diecezji i ojczyźnie. 

Niech Boża Miłość prowadzi nas wszystkich na życiowych drogach, rozprasza mroki serc, umacnia wiarę, budzi nadzieję, przywraca pokój, którego tak bardzo dzisiaj na świecie brakuje i pomaga dzielić się miłością, szczególnie w naszych rodzinach, aby  były one szczęśliwe, trwałe, pełne miłości i poszanowania życia. 

Niech tym bożonarodzeniowym życzeniom, w całym Nowym 2023 Roku, towarzyszy błogosławieństwo Ojca i Syna i Ducha Świętego. 

Jak przeżyć Boże Narodzenie z… Jezusem?

Gdy w rodzinie rodzi się dziecko, wieść szybko się rozchodzi. Babcie i dziadkowie chcą zobaczyć wnuka, bliższe i dalsze ciocie dzwonią z gratulacjami – urywają się telefony, pierwsze zdjęcia krążą w mailach, zachwytom nie ma końca. Gdy w Betlejem urodziło się Dziecko, było bardzo cicho i zimno. Nikt nie ogłosił tej nowiny sąsiadom. Święty Józef gładził żonę po policzku i patrzył na Tego, którego tuliła Matka Boga. Całe Niebo drżało ze wzruszenia i obawy: Stwórca zstąpił na ziemię i śpi w ramionach matki… Czy to się mieści w głowie?  Przyzwyczailiśmy się do świąt Bożego Narodzenia – choinki, prezentów, życzeń i pasterki o północy. Przyzwyczailiśmy się do białego opłatka. Nawet modlitwa przed wigilijną kolacją może być już tylko tradycyjnym gestem, Ewangelia może stanąć w równym rzędzie z uświęconym tradycją pustym talerzem.  Rozpędzeni przez święta możemy nie usłyszeć kwilącego na rękach Matki Jezusa… A jednak w Betlejem wszystko wydarzyło się naprawdę.   I wszystko, co się wydarzyło, przechodzi ludzkie pojęcie. Bóg, Stwórca wszechrzeczy, decyduje się przyjąć ludzkie ciało. I rodzi się: nagi, bezbronny, niemy. Całkowicie zależny od ludzi. Zdany na nich tak, jak każde niemowlę.

Niemowlęctwo Jezusa to nie tylko gipsowa figurka pod słomianą strzechą szopki. To Boskość – ta sama co na Kalwarii, na krzyżu i w złocistej monstrancji. Niemowlę z Betlejem można adorować w identyczny sposób, z tą samą ciszą serca, z którą przyklękamy przed eucharystycznym Jezusem wystawionym na ołtarzu. I z tą samą czułą delikatnością, z jaką zachwycamy się małym, ludzkim dzieckiem.  Bogu zależało na tym, byśmy odkryli Jego Boskość w ciele małego dziecka, którym zdecydował się być, ryzykując wszystko.

 Aby nie zgubić Jezusa w czasie świętowania Bożego Narodzenia i nie przysłonić Go krzątaniną, porządkami, prezentami, skromnie, lub suto zastawionym stołem, czasem dla rodziny i dla przyjaciół, warto najpierw uporządkować sprawy swojej duszy – bez łaski uświęcającej trudno dobrze przeżyć Boże Narodzenie.

Garść ciepłych myśli o dobroci. Tuż przed Bożym Narodzeniem

Jesteśmy w okresie przedświątecznym. I choć mamy na głowie mnóstwo różnych obowiązków, to dobrze wiemy, że w Bożym Narodzeniu chodzi jednak o coś więcej niż tylko czyste okna czy 12 potraw na wigilijnym stole.

Końcówka roku i przygotowania do świąt dają się każdemu we znaki. Na głowie mamy masę projektów, które należy domknąć, dokupić ostatnie prezenty czy posprzątać tę konkretną szafkę w domu. A przecież jeszcze zapomnieliśmy o mące na uszka. A wiadomo, że święta bez uszek to nie święta… Ratunku!  I właśnie w tym szaleństwie dzieje się największa tajemnica, jaka miała miejsce na naszym globie – niebawem narodzi się sam Bóg, aby być przy nas i z nami. A czy my jesteśmy przy Nim? Gdzie są nasze serce dzisiaj, teraz?

Nawet adwentowe rekolekcje czy spowiedź wydają się być tak naprawdę początkiem tego, do czego powinna nas wezwać pamiątka narodzin Jezusa. Pewnie czujecie podobnie.

Adwent to początek

Św. Jan Chrzciciel nawoływał dwa tysiące lat temu, aby prostować ścieżki dla Pana. Ten głos dociera także do ludzi naszych czasów i rozbrzmiewa przez cały Adwent. I niech się niesie jak najdłużej. Przecież nie ma człowieka na tej ziemi, który nie potrzebowałby czegoś w sobie zmienić na lepsze. Ja potrzebuję!

Macie pomysł co zrobić, aby wyjść naprzeciw słów Jana Chrzciciela? Ja wierzę, że najpiękniejszym owocem zmiany i nawrócenia jest konkretny czyn – zauważenie drugiego człowieka, wyjście naprzeciw jego potrzebom i odpowiedzenie na nie z miłością.

Odpowiedzmy czynem

„Wielkim złem jest nieczynienie żadnego dobra” jak mówił św. Franciszek Salezy. Niech w tym przedświątecznym zabieganiu nie zabraknie nam okazji do tego, by obdarować nią naszych bliskich i potrzebujących. Jeśli się nam to uda, z pewnością będzie to szczególny owoc tegorocznego Bożego Narodzenia.

 

Adwent: po co czekać na coś, co już się wydarzyło?

Rozpoczął się nowy rok liturgiczny. Znowu nastał Adwent. Przypomina, że do drzwi puka już Boże Narodzenie, znowu trzeba będzie łamać sobie głowę nad znalezieniem prezentów, nie mówiąc już o strachu, że te wydatki nas zrujnują. Jest w tym jednak coś dziwnego. Tak, czekamy na powrót Chrystusa w Jego chwale, w dniu Sądu Ostatecznego, w dniu, gdy nasze ciała razem z Nim zmartwychwstaną. To oczekiwanie jest zrozumiałe, wyraża przyszłość i nadzieję. Dlaczego jednak mamy wyczekiwać narodzin, które już miały miejsce?

Prawdę mówiąc, Adwent nie jest oczekiwaniem. Jak możemy czekać na Tego, który wcielił się na zawsze? On nas uprzedza we wszystkim. Jeśli mówimy o oczekiwaniu, mamy na myśli liturgiczny punkt widzenia – rozpoczyna się nowy rok, który pozwala nam przeżyć wszystko to, co przeżył Jezus, przyjąć łaski, które nam wszystkim zostawił.

Oczekiwanie ma w sobie coś teatralnego, niesie w sobie pewną naukę; jest pamięcią o tajemnicach, celebrowaniem kolejnych etapów historii Zbawienia. To oczekiwanie nie każe na nic czekać. Pozwala nam wejść w obecność Tego, który przychodzi każdego dnia i chce obdarzać nas swoją łaską. To On na nas czeka.

Potrzebujemy pewnego rytmu, potrzebujemy zaczynać na nowo, podobnie jak dzieci, które wraz z początkiem roku szkolnego tak lubią otworzyć nowy zeszyt. Życie modlitewne, wypalone letnimi promieniami słońca, potrzebuje nowego początku, długo odwlekanego w czasie.

Nie chodzi o to, by robić ciągle to samo, ale by się w to zagłębić. A jak możemy coś zgłębić, nie powtarzając się? Wsłuchując się w czasie mszy świętej z większą uwagą we wspaniałe w tym czasie słowa Ewangelii. Należy się także do nich przygotować, powracać do nich i żyć nimi w czasie tygodnia.