Modlitwa to za mało, by wybłagać nawrócenie…

 

Jezus „włożył nam w ręce” cały arsenał duchowych środków do walki o swoje i innych nawrócenie Nie zawsze ciągłe przekonywanie jest najlepsza metodą. Narzędzia do duchowego zmagania są proste i wszyscy doskonale je znamy. To modlitwa, ale też post i jałmużna. Potrzebne są wszystkie trzy.  W modlitwie o własne lub czyjeś nawrócenie nie chodzi o jakiś szczególny jej rodzaj, „sekretną formułę”. Nie chodzi nawet w pierwszym rzędzie o jej „intensywność” – w znaczeniu jakichś szczególnie ekstremalnych praktyk pobożnościowych. Siłą modlitwy jest wierność, wytrwałość.  Taka modlitwa musi być też pokorna, ufna – w tym znaczeniu, że potrzebuję w niej dojrzeć do tego, że wcale nie musi być tak, że na pewno zobaczę jej owoce. Mogę nie zobaczyć. Nawrócenie tego kogoś, za kogo się modlę, może się dokonać w sposób dla mnie niewidoczny, albo – na przykład – po mojej śmierci lub gdy stracimy kontakt.

Post nie ma być jakimś rodzajem demonstracyjnej głodówki przed Panem Bogiem. Nie chodzi o zrobienie na Nim wrażenia, ale o trzy zupełnie inne rzeczy:

  1. Post jest aktem pokory. Bardzo prostym. Poszcząc mówię: Boże, jestem głodny Twojego działania. Ja sam nie mam siły (tego znakiem jest dyskomfort i głód, a więc jakaś forma osłabienia). Potrzebuję Twojej mocy, Twojego działania.
  2. Post jest ofiarą podejmowaną z miłości. Podobnie jak modlitwa (i tak samo będzie z jałmużną) jest duchową „inwestycją”, której dokonujemy posługując się „walutą” Boga – miłością. Wierząc, że Bóg „nie zmarnuje” żadnego wysiłku podejmowanego z miłości.
  3. Post – poprzez swój wymiar umartwienia – jest włączeniem się w dzieło paschalne Chrystusa. Przyjmuję dobrowolnie jakiś rodzaj cierpienia, by zjednoczyć swoje starania z Chrystusem ukrzyżowanym

Jaki post podejmować? Nie wyczynowy, nie „na zabój”. Jego siłą (jak modlitwy) nie jest „intensywność”, ale wierność. Post nie może zakłócać mojego funkcjonowania na co dzień w takim stopniu, który uniemożliwiłby czy znacznie utrudnił podejmowanie moich zwykłych obowiązków. Nie może być też szkodliwy dla zdrowia. Może być podjęty na stałe lub podejmowany okresowo (na przykład w konkretne dni). Byle z rozsądkiem. Jałmużna winna być rozumiana jako najprostsza forma ofiary na rzecz potrzebujących albo szeroko rozumianych uczynków miłosierdzia. Podejmuj je w intencji swojego lub czyjegoś nawrócenia. Może warto pomyśleć zwłaszcza o takich, które jakoś będą związane z problemem, z którym się zmagasz ty sam lub ten, na czyim nawróceniu ci zależy.

Kościelny pogrzeb dziecka utraconego

Prośbę rodziców o pochowanie dziecka utraconego – w wyniku poronienia lub martwego urodzenia – Kościół interpretuje jako pragnienie chrztu, do którego z oczywistych przyczyn nie doszło. Jeśli tylko rodzice, którzy utracili dziecko przed jego urodzeniem, chcą je pochować, mają do tego prawo. Wedle polskiego prawa szpital (jeśli do poronienia lub martwego urodzenia doszło w szpitalu) jest zobowiązany wydać im jego ciało, dokument zwany „pisemnym zgłoszeniem urodzenia dziecka” oraz kartę zgonu. Z nią w ciągu trzech dni należy się zgłosić do urzędu stanu cywilnego. Kościół, który naucza o istnieniu życia ludzkiego i jego niezbywalnej godności od momentu poczęcia, pozostaje wierny temu nauczaniu także w przypadku dzieci zmarłych przed urodzeniem. Dlatego zaleca ich pochówek z zachowaniem tych samych obrzędów, jakie stosuje się w przypadku dzieci urodzonych zmarłych po porodzie, ale nieochrzczonych. Żaden ksiądz nie ma prawa odmówić pochówku dziecka utraconego, a nawet kapłanom poleca się, by „wspierali starania rodziców o godne pożegnanie ich dziecka”. Do obrzędów pogrzebu dziecka utraconego może należeć też msza święta, której odprawienia kapłan nie może odmówić. Należy jednak pamiętać, iż Eucharystię za zmarłych sprawuje się dla uproszenia im odpuszczenia grzechów i przyjęcia ich do Królestwa Bożego. Maleńkie dzieci, a już na pewno te zmarłe przed urodzeniem, nie były w stanie popełnić żadnego grzechu osobistego. Grzech pierworodny gładzi zaś – w znany nam sposób – jedynie sakrament chrztu.  Kościół żywi nadzieję, że dzieci te są już zbawione, dlatego – jeśli rodzice pragną, aby częścią obrzędów pogrzebu ich dziecka była msza święta – odprawia się ją nie tyle za dziecko (o jego zbawienie), co za nich samych i w intencji dziękczynnej za jego krótkie, ale przecież dane przez Boga życie. Stąd sprawowana jest ona w szatach koloru białego, a nie fioletowego. Biel to kolor liturgiczny używany przy wspomnieniach świętych, czyli tych, którzy cieszą się już chwałą zbawienia. W związku z tym we wskazaniach dotyczących obrzędu pogrzebu dzieci nieochrzczonych znajdziemy też zakaz używania w modlitwie eucharystycznej osobnej wstawki za zmarłych, jako że ufamy, iż tym dzieciom modlitwa ta nie jest już potrzebna. W tekstach liturgicznych używanych przy tej okazji nie ma więc również próśb o odpuszczenie im grzechów i o miłosierdzie Boże, gdyż Kościół wierzy, że już tego doświadczyły. Pomija się także obrzęd tzw. ostatniego pożegnania, choć jak najbardziej trumienka z ciałem dziecka może, a nawet powinna być obecna w kościele, jeśli sprawuje się wyżej wspomnianą mszę. To wszystko może być nie do końca zrozumiałe dla rodziców, bliskich zmarłego dziecka i innych uczestników uroczystości pogrzebowych. Do celebrującego obrzędy kapłana należy więc wytłumaczenie im, że praktyka ta nie wynika – broń Boże – z lekceważenia ich utraconego dziecka, ale właśnie z wiary Kościoła w jego dokonane już zbawienie.

 

Po co nam sakramenty święte?  (ciąg dalszy z poprzedniego tygodnia)                                                                                         

Nasze zbawienie

Czasem przy szosie widać napisy „Jezus zbawia”. To jest prawda, zadajmy jednak ważne pytanie: jak nas zbawia? Jaka więź łączy nas z Chrystusem teraz, w XXI wieku? Odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób Chrystus nas zbawia, są właśnie sakramenty. Boskie życie Chrystusa jest nam przekazywane przez Kościół – Jego Mistyczne Ciało – dokładnie w taki sam sposób, w jaki było przekazywane wtedy, gdy Pan chodził po ziemi. Jak wtedy używał ludzkiej natury jako narzędzia boskości, a materialne przedmioty służyły Mu jako znaki i symbole udzielanej łaski, tak teraz posługuje się innymi ludźmi i przedmiotami materialnymi, aby rozdawać to samo boskie życie.


 Oczyszczenie

Sakramenty czerpią swoją moc i skuteczność z męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Dlaczego trzeba było ofiary krwi, aby dać nam siedmiokrotne uświęcenie? Jest kilka powodów: życie jest we krwi, ale tak samo grzech. Jeśli zatem grzech ma być usunięty, musi zostać przelana krew, co jest symbolem oczyszczenia z grzechu. Śmierć żołnierzy często przynosi wolność narodowi; dar krwi jednego człowieka leczy drugiego z anemii. Bank krwi, z którego inni mogą czerpać uzdrowienie, wskazuje na inny bank krwi, z którego dusze mogą czerpać, by naprawić szkody wyrządzone przez grzech. Co więcej, krew jest najlepszym symbolem ofiary, ponieważ krew to życie: gdy człowiek oddaje swoją krew, oddaje życie. Dlatego św. Piotr pisze: Wiecie bowiem, że z odziedziczonego po przodkach waszego złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy (1P 1,18–19). Krew Chrystusa ma nieprzemijającą wartość, ponieważ On jest Osobą Boską. Życie baranka jest cenniejsze niż życie muchy, życie człowieka jest cenniejsze niż życie zwierzęcia, a życie Boga‑człowieka jest cenniejsze niż życie jakiejkolwiek istoty ludzkiej.

 

Pocałunki Boga

Sakramenty są jak siedem pocałunków Boga. Tego rodzaju dary otrzymujemy w przełomowych momentach naszego życia. Święty pocałunek, którym obdarzali się pierwsi chrześcijanie, był swego rodzaju symbolem siedmiu pocałunków, którymi Bóg pozdrawia duszę. Na początku życia boskiego Bóg całuje duszę, gdy rodzi się przez chrzest; później, gdy karmi ją w Eucharystii; gdy umacnia ją Duchem Świętym do pełnienia zadań w Kościele (sakrament bierzmowania); gdy przebacza grzechy w sakramencie pokuty; gdy zmazuje ślady choroby i grzechu w sakramencie namaszczenia chorych. Bóg całuje duszę księdza i biskupa, gdy go wyświęca i konsekruje. I ostatecznie całuje duszę panny młodej i pana młodego, którzy symbolizują Kościół i Jego samego.

 

Po co nam sakramenty święte? 5 faktów o których warto pamiętać

Jest ich siedem. Każdy z nich to strumień, przez który zostajemy duchowo obdarowani mocą Chrystusa Zmartwychwstałego. Gdy otrzymujemy sakrament, to boskie życie spływa do naszej duszy - pisze znany amerykański kaznodzieja abp Fulton Sheen w swojej książce „Sakramenty”. Czym są sakramenty święte? Dlaczego są niezbędne w naszym życiu? Poznaj 5 faktów, które pomogą ci zrozumieć ich znaczenie.

  1. Niewidzialne i widzialne znaki

Sakrament, w szerokim sensie tego słowa, łączy w sobie dwa elementy: jeden widzialny, drugi niewidzialny; jeden, który można zobaczyć lub usłyszeć, którego można spróbować albo dotknąć; i drugi – niewidzialny dla oczu. Jest jednak między tymi elementami pewien związek albo wspólna znaczeniowa przestrzeń, która je łączy. Także słowo mówione jest rodzajem sakramentu, ponieważ jest w nim zarówno coś materialnego, co da się wychwycić uchem, jak i coś duchowego, czyli znaczenie słowa.

  1. Tajemnica do odkrycia

Słowo „sakrament” w języku greckim oznacza tajemnicę, a św. Paweł nazywa Chrystusa „tajemnicą ukrytą od wieków i pokoleń” (Kol 1,26). W Jezusie jest ukryte zarówno coś boskiego, jak i ludzkiego; coś wiecznego i doczesnego; coś niewidzialnego i widzialnego. Ludzka natura naszego Pana nie miała mocy uświęcania z siebie i przez siebie, to znaczy nie miałaby jej, gdyby była oddzielona od Bóstwa. Jednak dzięki tej jedności człowieczeństwo Chrystusa stało się przyczyną sprawczą naszego usprawiedliwienia i uświęcenia – i tak będzie aż do końca świata. Na tym polega ukryte znaczenie sakramentu. Człowieczeństwo Chrystusa jest nośnikiem boskiego życia i środkiem uświęcającym ludzi; sakramenty są także po to, by być znakami uświęcenia, które dokonało się dzięki Jego śmierci. Jak nasz Pan był widzialnym znakiem Boga, tak sakramenty stały się odczuwalnymi znakami łaski, którą On dla nas zdobył.

Druga część za tydzień… :o)

 

Pierwsze przykazanie Boże.  Aby w życiu wszystko było na swoim miejscu, pilnuj tej zasady

 

Jam jest Pan, Bóg Twój, który Cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu – tak mówią od wielu wieków ludzie wierzący, którzy dobrze znają życie. A tymczasem już od grzechu pierworodnego człowiek wciąż ulega pokusie, by na miejscu Boga postawić coś innego, kogoś innego, a nawet – siebie. I skutkiem tego mamy dzisiaj świat smutny, nieraz wprost okrutny. Aby więc nie zapominać o tej najważniejszej prawdzie: Bóg na pierwszym miejscu, a wszystko inne tylko ze względu na Niego, trzeba przede wszystkim umieć na pamięć przykazania Boże i odmawiać je wystarczająco często w rodzinie, a przynajmniej indywidualnie. I trzeba też zwrócić uwagę na niewinne na pozór lekceważenie tego przykazania – zasięganie porady wróżki, wywoływanie duchów, wiara w zabobony, horoskopy i tym podobne. Księża, którzy mają od biskupa władzę wypędzania szatana z duszy człowieka, ze zgrozą opowiadają, jak to często niewinne na pozór zabawy „w duchy” powodują potem straszne skutki w postaci różnorakiego opętania. Jak często dziś poświęcamy długie godziny na telewizję, komputer, smartfon… Jak często dziś dla wielu ludzi praca, pasja czy rozrywka stoi na pierwszym miejscu w życiu.

Bądźmy więc trzeźwi, czuwajmy. Bóg na pierwszym miejscu!!!