Sakramentalia: odkryj wielką pomoc w przeżywaniu codzienności z Bogiem

 

Różne rodzaje błogosławieństw

Niektórych błogosławieństw mogą dokonywać świeccy. Im bardziej zaś dane błogosławieństwo związane jest z życiem eklezjalnym, liturgicznym i sakramentalnym, tym bardziej jego udzielanie zastrzeżone jest dla wyświęconych do posługi, czyli diakonów, prezbiterów i biskupów.

Każdy chrześcijanin może błogosławić innych ludzi, posiłki, przedmioty codziennego użytku, miejsca, w których przebywa. Szczególne znaczenie ma błogosławieństwo udzielane przez rodziców swoim dzieciom, czy też to, jakiego członkowie rodziny udzielają sobie nawzajem. Piękny i ważny jest też zwyczaj błogosławienia posiłków czy chleba, który kroimy.

Część błogosławieństw ma charakter trwały. Ich skutkiem jest poświęcenie konkretnych osób Bogu lub zastrzeżenie miejsc i przedmiotów do użytku liturgicznego. Tych błogosławieństw dokonują duchowni – najczęściej biskup. Są to: błogosławieństwo opata lub ksieni klasztoru, konsekracja dziewic i wdów, profesja zakonna, czyli inaczej śluby zakonne (których nie należy mylić ze święceniami sakramentalnymi).

Do tej kategorii należy też błogosławieństwo do pełnienia pewnych posług w Kościele – na przykład lektorów, akolitów, katechetów, nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii. Trwały charakter mają również błogosławieństwa takich przedmiotów i miejsc, jak kościół lub kaplica, ołtarz, stacje drogi krzyżowej, naczynia i szaty liturgiczne, dzwony czy oleje święte.

Są też specjalne błogosławieństwa osób i rzeczy związane ze wspomnieniami konkretnych świętych. Na przykład na świętego Jana błogosławi się wino, na świętej Agaty chleb, na świętego Błażeja gardło, a w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, czyli Matki Bożej Gromnicznej, świece.

Egzorcyzmy, czyli modlitwa o wolność

Gdy przez błogosławieństwo prosimy w imię Jezusa o obronę przed napaścią Złego i wolność od jego wpływu i panowania, wtedy mówimy o egzorcyzmach. Sam Jezus nakazał swoim uczniom wypędzać złe duchy.

W prostej formie egzorcyzmy występują podczas celebracji chrztu. Egzorcyzmy uroczyste, nazywane „wielkimi”, mogą być wypowiadane tylko przez prezbitera i za zezwoleniem biskupa. Egzorcyzmy należy traktować bardzo roztropnie, przestrzegając ściśle ustalonych przez Kościół norm (Katechizm Kościoła katolickiego 1673).

Ale najprostszym egzorcyzmem jest już posłużenie się wodą święconą lub pobłogosławioną solą, modlitwa do świętego Michała lub modlitwa świętego Benedykta.


Za tydzień dokończenie artykułu…

Sakramentalia: odkryj wielką pomoc w przeżywaniu codzienności z Bogiem

 

Woda święcona, medaliki, pobłogosławiona sól. Niektórzy uważają je za coś w rodzaju „chrześcijańskich amuletów”. Tymczasem są to ustanowione przez Kościół znaki, które mają pomagać nam w uświęcaniu naszego codziennego życia.

Sakramentalia. Co to jest?

Używanie sakramentaliów to jedna z bardziej niezrozumiałych praktyk w Kościele katolickim. Od samego początku były one częścią życia chrześcijan, ale dziś często uważane są za rodzaj przesądu. Wynika to w dużej mierze z faktu, że przez wieki wielu katolików – zamiast używać sakramentaliów z wiarą, jako narzędzi łaski – traktowało je w „magiczny” sposób, jak „chrześcijańskie amulety”. Szkoda, bo sakramentalia są po to, by ubogacić nasze życie duchowe, a nie hamować je i wykrzywiać.  Sakramentalia to ustanowione przez Kościół znaki, które służą uświęcaniu naszej codzienności. Są niejako „przedłużeniem” sakramentów, w których przyjmujemy Bożą łaskę. Sakramentalia nie udzielają wprost łaski Ducha Świętego, tak jak sakramenty, ale uzdalniają do jej przyjmowania i życia nią na co dzień.

W sakramencie chrztu każdy z nas został włączony w wieczne i jedyne kapłaństwo Jezusa Chrystusa. Jesteśmy Ludem Kapłańskim, powołanym, by błogosławić i być „błogosławieństwem”. Jako chrześcijanie jesteśmy „duszą świata” i naszym zadaniem jest oddawać cały ten świat, w którym żyjemy, Panu Bogu. Jemu go poświęcać.

W naszym życiu nie ma podziału na „religijne” i „świeckie”, na sacrum i profanum. Bóg pragnie przenikać i przemieniać swoją łaską wszystkie momenty naszego życia i wszystkie wymiary naszej egzystencji. Właściwie niemal każde godziwe użycie rzeczy materialnych i każda godziwa ludzka czynność mogą być formą sakramentalium – służyć uświęcaniu człowieka i uwielbieniu Boga.

Jeśli żyję z Chrystusem, jeśli do Niego należę, to wszystkie moje działania, gesty, wszystko, co robię, ma być uświęcone Jego łaską i służyć mi do pogłębiania mojej więzi z Bogiem. Modlitwa towarzysząca konkretnym znakom, gestom, czynnościom czy posługiwaniu się przedmiotami pobożności pozwala nam zanurzać różne sfery naszych aktywności w oceanie Bożej łaski, która w ten sposób przenika całe nasze życie.

Błogosławieństwo jest uwielbieniem Boga i modlitwą o Jego dary. W Chrystusie zostaliśmy obdarowani „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Dlatego błogosławiąc, wzywamy imienia Jezusa i czynimy znak krzyża.

 

Za tydzień dalsza część rozważania tego ważnego tematu…

Post eucharystyczny jest obowiązkowy. Czy zbyt łatwo o nim nie zapominamy?

 

Uczono nas o nim podczas przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, ale praktyka pokazuje, że często ulatuje nam z pamięci albo nie przykładamy do niego większej wagi. Tymczasem to podstawowy sposób przygotowania się do owocnego udziału w mszy świętej. Powstrzymanie się od pokarmów i napojów podtrzymujących i uprzyjemniających nasze życie biologiczne ma uświadomić nam, że oto niebawem będziemy przyjmowali Pokarm i Napój dający nam życie duchowe i wieczne. Fizyczny głód i pragnienie mają za zadanie rozbudzić naszą duchową tęsknotę za Jezusem w Eucharystii. Post eucharystyczny znany był w Kościele już w pierwszych wiekach. Co prawda pierwsze pokolenie chrześcijan łączyło nieraz Eucharystię z braterską ucztą zwaną „agapą”, ale dość szybko zdecydowano się rozdzielić te dwa wydarzenia, a przyjmowanie Ciała Pańskiego poprzedzać czasem powstrzymywania się od jakichkolwiek innych pokarmów i napojów. Wynikało to z dużej wrażliwości na realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Uważano, że nie godzi się, by Chleb Eucharystyczny mieszał się w nas ze zwykłym, wcześniej przyjętym pożywieniem. Pierwsze precyzyjne przepisy dotyczące postu eucharystycznego wprowadził w XVI w. Sobór w Trydencie. Ustalone tam zasady były bardzo surowe. Aby przystąpić do Komunii, należało powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu oraz napoju od północy aż do momentu jej przyjęcia. Zasada ta obowiązywała wszystkich i bez jakichkolwiek wyjątków. Stąd msze święte sprawowano zasadniczo tylko w godzinach porannych. Dopiero w 1953 r. papież Pius XII pozwolił na picie w tym czasie samej wody, a niedługo potem skrócił obowiązujący czas postu eucharystycznego do trzech godzin. Następna zmiana przyszła już po II Soborze Watykańskim, gdy papież Paweł VI określił minimalny czas postu do jednej godziny. W 1973 r. w instrukcji Immensae caritatis zezwolił też, by w przypadku osób chorych, starszych oraz opiekujących się nimi było to jedynie piętnaście minut. Obowiązujący nas dzisiaj Kodeks prawa kanonicznego z 1983 r. w kanonie 919 nakazuje powstrzymanie się od jakiegokolwiek pokarmu i napoju z wyjątkiem wody i lekarstw „przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii Świętej”. Post eucharystyczny nie obowiązuje osób w podeszłym wieku, chorych oraz opiekujących się nimi. Zwolniony z postu eucharystycznego jest też kapłan sprawujący drugą lub trzecią mszę tego samego dnia (ale nie przed pierwszą mszą). Poza określonymi powyżej wyjątkami post eucharystyczny obowiązuje wszystkich wiernych i zasadniczo nie występuje możliwość dyspensowania (czyli zwalniania) od niego zarówno w przypadku przyjmowania Komunii podczas mszy świętej, jak i poza nią. Czas postu eucharystycznego liczymy – o czym warto pamiętać – nie do chwili rozpoczęcia mszy, ale właśnie do przyjęcia Komunii.


Kulminacyjny moment Eucharystii: patrzeć na hostię lub kielich czy schylać głowę? 

Gdybyśmy mieli wskazać najważniejszy moment mszy świętej, wielu z nas powiedziałoby pewnie, że to podniesienie, gdy kapłan ukazuje kolejno przemienioną w Ciało Pańskie hostię i kielich z Krwią Chrystusa. Wszyscy klęczą, ministrant uderza w gong lub w dzwonki. Trudno wyobrazić sobie Eucharystię bez tego „kulminacyjnego” momentu.

Tymczasem przez długie wieki podniesienia po prostu nie było. Pierwsze przepisy liturgiczne wydano w tej sprawie dopiero na początku wieku XIII. I dotyczyły one jedynie podniesienia i ukazania hostii.  Podniesienie kielicha pojawia się dopiero w mszale z 1570 roku.

Zwyczaj podniesienia Ciała Pańskiego został wprowadzony w tym celu, by wierni mogli adorować prawdziwie obecnego w konsekrowanej hostii Chrystusa. Stąd towarzyszy mu postawa klęcząca i dźwięk dzwonków, którego zadaniem jest zwrócić uwagę wiernych, że oto następuje bardzo ważny moment. Zdarzało się, że na czas podniesienia przed ołtarzem klękali posługujący z pochodniami, by dzięki ich światłu hostia w dłoniach celebransa była lepiej widoczna.

Chcę podkreślić, że podniesienie trwało wówczas nieraz bardzo długo, a na pewno o wiele dłużej niż dziś, gdyż była to jedyna okazja do adoracji widocznego Najświętszego Sakramentu. Dopiero później wymyślono i wprowadzono do powszechnego użytku monstrancję służącą ekspozycji Ciała Pańskiego. Z tamtego okresu pochodził też zwyczaj podtrzymywania przez usługujących do mszy tylnej części ornatu celebransa, który do dziś można zobaczyć podczas celebracji „mszy trydenckiej”. Ornaty były bogato zdobione i przez to ciężkie, więc taka pomoc ułatwiała kapłanowi dłuższe podniesienie hostii.

Podniesienie Ciała i Krwi Pańskiej jest momentem milczącej adoracji i chwilą, w której mamy sobie uświadomić, że to rzeczywiście sam Pan stał się wśród nas jak najprawdziwiej obecny. Niekoniecznie trzeba więc wówczas schylać głowę czy spuszczać oczy – choć niektórzy tak właśnie wyrażają swoją cześć wobec Tajemnicy.

Zamysł wprowadzenia tego gestu do liturgii był taki, by dać nam możliwość wpatrywania się w Eucharystycznego Jezusa. I warto z tego korzystać. Wielu z nas uczono gdzieś w okolicach przygotowania do Pierwszej Komunii, by wpatrując się w hostię i kielich w chwili podniesienia powtórzyć w myślach wyznanie świętego Tomasza uczynione w Wieczerniku wobec Zmartwychwstałego: „Pan mój i Bóg mój”. To prosta i głęboka praktyka. Wyznanie wiary i akt uwielbienia jednocześnie.

 

Kiedy powstrzymać się od upomnienia braterskiego?

 

Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że od upomnienia braterskiego chrześcijanie powinni odstąpić w czterech przypadkach. Po pierwsze wtedy, gdy sami grzeszą w jawny sposób, budząc zgorszenie innych. Po drugie, gdy popełnili grzech śmiertelny i nie pojednali się jeszcze na powrót z Bogiem, a po trzecie, gdy stawiają się wyżej od tych, których chcą upominać. I po czwarte, gdy można się zasadnie spodziewać, że grzesznik nie tylko upomnienia nie przyjmie, a będąc upomnianym stanie się jeszcze gorszym.

Upominanie nie powinno wynikać zatem tylko z emocji, lecz przede wszystkim z dobrego rozeznania. Św. Tomasz upierał się, że, aby uczynek miłosierdzia mógł przynieść zamierzony owoc, musi być spełniany „tam, gdzie należy, wtedy, kiedy należy, i w odpowiedni sposób”.

Nie ma to nic wspólnego z agresją i nienawistnym nastawieniem do tych, którzy – wedle nas i nauki Kościoła – myślą i postępują niewłaściwie. Nie dziwi więc, że Akwinata utrzymywał, iż:

upomnienie jest skutkiem znoszenia słabości bliźniego. A znosi się bliźniego, jeśli zachowuje się wobec niego życzliwość i z tej życzliwości stara się o jego poprawę.