11 lutego - Światowy Dzień Chorego

11 lutego, po raz kolejny obchodzony będzie Światowy Dzień Chorego.                                     

Ustanowił go Jan Paweł II dnia 13 maja 1992 r.

W Dniu Chorego w wielu kościołach organizowane będą uroczyste liturgie, połączone z udzieleniem sakramentu chorych, który dzisiaj coraz częściej jest zapomniany i niedoceniony. Można zapytać: dlaczego? Chyba dlatego, że kiedyś nazwano ten sakrament „ostatnim namaszczeniem”. W tej sytuacji wzywano kapłana z namaszczeniem chorych w ostatnim momencie życia, kiedy człowiek umierał. To wielki błąd. Wypada przypomnieć, że sakramentem konających jest tak zwany Wiatyk, czyli Komunia święta. To ona jest sakramentem umierających, a nie namaszczenie chorych. Komunia św., zjednoczenie z Chrystusem tu na ziemi, daje gwarancję przekroczenia progu wieczności i wejścia w szczęście wieczne.
Sakrament namaszczenia chorych jest czymś innym. Jest to znak sakramentalny zostawiony przez Chrystusa jako narzędzie uświęcenia naszego cierpienia. Przez ten sakrament Chrystus chce nam pokazać, że cierpienie nie musi człowieka niszczyć, może go doskonalić. W ten sposób Chrystus nadał ludzkiemu cierpieniu sens. Oto człowiek cierpiąc, może ubogacać siebie i innych. Św. Marek wspomina, że uczniowie Chrystusa namaszczali chorych i uzdrawiali. Św. Jakub mówi o tradycji pierwszych pokoleń chrześcijan: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15). Jakie są skutki tego sakramentu? Pierwszym, i to często, choć nie zawsze, widocznym efektem sakramentu namaszczenia, jest poprawa zdrowia chorego. Drugim skutkiem, tym razem w dziedzinie ducha, jest oczyszczenie z grzechów. Gdyby człowiek popełnił grzechy ciężkie, a nie mógł się spowiadać, czyli nie mógł skorzystać z sakramentu pokuty, to wtedy ten sakrament gładzi grzechy. Może więc być udzielony zarówno człowiekowi w stanie łaski uświęcającej, jak i grzesznikowi w stanie grzechu ciężkiego.
Trzecim i chyba najważniejszym celem tego sakramentu jest pomoc potrzebna do wykorzystania czasu cierpienia i zachowania godnej postawy. Cierpienie  jest wielką próbą. W chrześcijańskiej religii cierpienie jest przede wszystkim próbą wiary w prawdę, że Bóg jest Miłością. Właśnie w tym momencie potrzebna jest łaska odkrycia sensu cierpienia.
Sakrament namaszczenia chorych pozwala człowiekowi wykorzystać cierpienie dla udoskonalenia własnego i dla zbawienia świata. Przez ten sakrament cierpienie, które jest ciężkim doświadczeniem, nie utrudnia, lecz pomaga w dostępie do Eucharystii.
Nasuwa się logiczny postulat: ilekroć wybieramy się do szpitala, powinniśmy przyjąć namaszczenie chorych. Pobyt w szpitalu łączy się zazwyczaj z cierpieniem. Trzeba więc szukać pomocy Bożej w zrozumieniu i odpowiednim przeżyciu jego tajemnicy. Ludzie w podeszłym wieku, którzy czują się słabo, mogą przystępować do tego sakramentu  nawet raz na pół roku.
11 lutego jest dla niejednego z nas szansą odkrycia całego bogactwa faktu, iż Chrystus w trosce o nasze zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe zostawił nam specjalny sakrament namaszczenia. Warto tego dnia w sposób szczególny dziękować Chrystusowi za tę Jego pełną miłości pamięć o wszystkich chorych. A jeśli nas samych dotyka - niezależnie od wieku - jakieś cierpienie, poprośmy o udzielenie tego sakramentu. Jest to głębokie religijne przeżycie, które umacnia człowieka, dodaje sił i umożliwia zachowanie chrześcijańskiej postawy w godzinach cierpienia.

W naszej parafii w najbliższy czwartek będziemy modlić się szczególnie za chorych i tych, którzy ich leczą, i się nimi opiekują. Podczas mszy o 8.00, 12.00 i 18.00 będzie możliwość przyjęcia sakramentu chorych. Zapraszamy :o)

 

Czy życie konsekrowane ma sens ?

2 lutego, w Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest też w Kościele katolickim Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1997 r. Celem tego dnia jest szczególna refleksja nad darem życia poświęconego Bogu, dziękczynienie i modlitwa za konsekrowanych.

Istotą powołania do życia konsekrowanego nie jest aktywność, lecz tożsamość osoby konsekrowanej. Powołanie do życia konsekrowanego to powołanie do wyjątkowej więzi z Chrystusem, która wynika z naśladowania Go w najbardziej radykalny sposób, jaki jest osiągalny dla ludzi tu, na ziemi. Siostra zakonna to kobieta, którą łączy tak zażyła miłość z Chrystusem, że - dzięki tej więzi - staje się ona zdolna do bycia duchową matką w sposób trudno osiągalny dla kogoś, kto na co dzień skupia się na trosce i miłości do swego męża i dzieci. Może ona "zainwestować" całe serce i cały entuzjazm w tych, za których się modli czy do których jest posłana w ramach otrzymanego charyzmatu.

Od początku istnienia Kościoła Bóg obdarza wybranych przez siebie ludzi takim właśnie powołaniem do naśladowania Chrystusa na drodze radykalizmu ewangelicznego i bezinteresownej służby przez okazywanie szczególnej troski tym, nad którymi Jezus pochylał się w sposób wyjątkowy. Chodzi o ludzi ubogich, opuszczonych, skrzywdzonych i bezradnych. "Właśnie ta służba pozwala dostrzec szczególnie wyraziście, że życie konsekrowane objawia jedność przykazania miłości - nierozerwalną więź między miłością Boga a miłością bliźniego" (Jan Paweł II, Vita Consecrata, 5).

Fakt, że powołanie do życia konsekrowanego odnosi się nie tylko do mężczyzn, ale w równym stopniu także do kobiet, jest potwierdzeniem godności i niezwykłego geniuszu kobiety, która w wielu przypadkach potrafi bardziej niż mężczyzna dać przekonujące świadectwo o Bogu i o Jego miłości do człowieka. To nie przypadek, że najwspanialszym wzorem realizacji daru powołania okazała się kobieta, a nie mężczyzna. Kobietą tą jest Maryja, która "od momentu niepokalanego poczęcia najdoskonalej odzwierciedla Boże piękno" (VC 28).

W naszych czasach, zdominowanych przez niską kulturę, przez szukanie doraźnej przyjemności, sekularyzację i pustkę, wielu ludzi nie rozumie sensu powołania zakonnego. Ludzie ci pytają, czy warto wybierać taki sposób życia - z jego możliwościami, ale też z jego ograniczeniami - skoro jest tyle pilnych potrzeb w zakresie troski o ubogich i w dziele nowej ewangelizacji, których wypełnienie nie wymaga składania ślubów zakonnych ani życia według rad ewangelicznych. Tymczasem logika każdego powołania wynika zawsze z Bożej logiki daru. Osoby konsekrowane są świadkami tego, że człowiek został rzeczywiście stworzony na obraz i podobieństwo Stwórcy i że ostatecznym sensem jego istnienia nie jest skuteczność działania, lecz bezinteresowna miłość.

Z Dzienniczka św. s. Faustyny:  Dziś dał mi Pan poznać swe zagniewanie na ludzkość, że zasługuje przez swe grzechy na skrócenie dni, ale poznałam, że istnienie świata podtrzymują dusze wybrane, to jest zakony. Biada światu, jeśli braknie zakonów (Dz. 1434). Wieczorem (…) przyszło do mnie małe Dziecię i zbudziło mnie. (…) Było niewymownie piękne, podobne do Dzieciątka Jezus, i rzekło do mnie te słowa: "Patrz w niebo". A kiedy spojrzałam w niebo, ujrzałam świecące gwiazdy i księżyc; (…) a Ono mi odpowiedziało (…): "Te gwiazdy to są dusze wiernych chrześcijan, a księżyc to są dusze zakonne. Widzisz, jak wielka różnica światła jest między księżycem a gwiazdami, tak w niebie jest wielka różnica między duszą zakonną a wiernego chrześcijanina" (Dz. 424).

 

Czytać Pismo Święte, ale jak?

Jako ksiądz  dość często spotykam się z pytaniem: jak czytać Biblię? Wielu chrześcijan ma z tym problem. Boi się tej lektury. Obawia się, że teksty ksiąg biblijnych okażą się zbyt trudne, zbyt czasochłonne, zbyt „niewspółczesne”. Zawsze odpowiadam na tak postawione wątpliwości, że czytać Biblię warto i warto przełamać swoje obawy. Najtrudniej zacząć.                

W niniejszym krótkim artykule chciałbym podzielić się kilkoma praktycznymi uwagami, które mogą ułatwić naszą lekturę Księgi Ksiąg.

Na wstępie – o czym trzeba pamiętać, czytając Pismo Święte? Na pewno o tym, że:                                                                                                                              

   – Biblia powstawała na przestrzeni ok. 1000 lat w różnych warunkach geograficznych, historycznych i kulturowych                                                                                                                         

  – miała wielu autorów (Boga oraz ludzi przez Niego natchnionych, którzy spisywali teksty biblijne)                                                                                                                                                         

  – Biblia powstawała w trzech starożytnych językach: hebrajskim, aramejskim i greckim  (później Biblia była tłumaczona na języki nowożytne, w tym na język polski)                                       

  – podstawowy podział Pisma Świętego: Stary Testament (46 ksiąg) i Nowy Testament (27 ksiąg)                                                                                                                                                                

  – sercem Biblii są cztery Ewangelie – Mateusza, Marka, Łukasza i Jana (sercem, gdyż opisują życie i działalność Jezusa)                                                                                                                                  

  – księgi biblijne mają różny charakter: mamy księgi historyczne, prorockie, mądrościowe, psalmy, listy i inne                                                                                                                                                                                

  – Żydzi i wspólnoty protestanckie stosują inny niż katolicy podział Pisma Świętego.

Kolejna kwestia, to sposoby czytania Biblii. Oto kilka z nich wartych polecenia:

lektura ciągła (księga po księdze, idąc od Księgi Rodzaju aż do Apokalipsy św. Jana)                        

lektura wybranej księgi biblijnej np. Ewangelii według św. Łukasza                                                        

 – lektura tematyczna (wybieramy jakiś interesujący nas temat np. miłosierdzie Boże i z pomocą słowników biblijnych czy konkordancji biblijnych analizujemy wyszukane teksty Pisma Świętego mówiące właśnie o interesującym nas zagadnieniu)                                                                        

  – lektura modlitewna (modlimy się w ciszy lub na głos posługując się wybranym fragmentem Pisma Świętego np. psalmem czy fragmentem Ewangelii).

Bardzo istotne jest również, jakim przekładem (tłumaczeniem) Pisma Świętego się posługujemy – stąd wydania katolickie mają zawsze tzw. imprimatur, czyli są zatwierdzone przez władze kościelne i z takich egzemplarzy możemy spokojnie korzystać – mamy wtedy gwarancję, że w tłumaczeniu nie ma błędów, ani celowych przeinaczeń. Imprimatur znajduje się zazwyczaj na 3-4 stronie danego egzemplarza. Nie należy korzystać z wydań Biblii nie posiadającej imprimatur. Najpopularniejszym w Polsce katolickim przekładem Pisma Świętego jest tzw. Biblia Tysiąclecia wydawnictwa Pallottinum.

I wreszcie na koniec przypomnienie starej prawdy, że warto czytać Pismo Święte. Bowiem przez lekturę Biblii umacniamy naszą wiarę i poznajemy Boga. Poszerzamy także naszą wiedzę biblijną.

 

Msza św. w TV…

W tym czasie, gdy wielu obawia się o swoje zdrowie, a nawet życie widzimy mniej ludzi na mszach św. Ufam, że większość korzysta przynajmniej z przekazów telewizyjnych i tak nie traci łączności z Chrystusem i Jego Słowem. Mogą pojawiać się wątpliwości, jak powinniśmy się zachować w czasie transmisji mszy. Czy wypada pić herbatę podczas homilii? Jak zachować się podczas konsekracji i podniesienia ? Możemy zostać na przysłowiowej kanapie czy też należałoby wstać lub nawet uklęknąć przed ekranem? Mam przeżegnać się, gdy słyszę słowa błogosławieństwa? Wiele zależy od nastawienia, z jakim oglądamy czy słuchamy transmisji. Inne zachowania będzie dyktować nam zwykła ciekawość, inne pragnienie uczestniczenia w jakiś sposób w transmitowanym wydarzeniu. Krótko mówiąc, chodzi poniekąd o to, czy po prostu chcę zobaczyć „jak to tam wygląda”, czy też pragnę łączyć się duchowo ze wspólnotą modlącą się nawet tysiące kilometrów od biurka, na którym stoi mój laptop lub telewizor. Istotną rolę odgrywa też w tym wszystkim nasza osobista wrażliwość, której nie należy lekceważyć. Wielokrotnie miałem okazję widzieć ludzi unieruchomionych w ścianach swoich mieszkań, którzy słysząc „bierzcie i jedzcie” klękali przed telewizorem z wielkim przejęciem i budziło to we w mnie wielkie wzruszenie. Jak wielka jest ich wiara i tęsknota za Jezusem.

Oglądanie czy słuchanie transmisji mszy nie zastąpi oczywiście w żaden sposób rzeczywistego w niej uczestnictwa. Gdy nie mamy takiej możliwości, warto pamiętać przede wszystkim o praktyce komunii duchowej. Na czym ona polega? Dobrze tłumaczy to franciszkanin o. Bogdan Kocańda:

Najpierw należy wzbudzić żywą wiarę w obecność Jezusa. Można w tym celu odmówić akty wiary, nadziei i miłości, albo posłużyć się inną modlitwą spontanicznie przez siebie ułożoną. Następnie należy ufnie otworzyć swoje serce na Boga i odmawiając modlitwę Ojcze nasz przyjąć pokorną postawę dziecka Bożego. Kiedy osiągniemy taki stan ducha, wówczas należy poprosić Jezusa, aby przyszedł do naszego serca i zamieszkał w nim. Następnie odmawiamy, tak jak w czasie mszy świętej Baranku Boży i wyobrażamy sobie przychodzącego do naszego serca Chrystusa. W ciszy tego duchowego wydarzenia należy trwać przez kilka chwil. Potem uwielbiamy Boga i dziękujemy mu za otrzymaną łaskę. Tak przyjętą Komunię duchową można powtarzać wielokrotnie w ciągu dnia. Bardzo przyczynia się ona do duchowego postępu.

Samo oglądanie mszy w telewizji czy też słuchanie jej przez radio nie zastępuje rzeczywistego uczestnictwa w Eucharystii,  ale daje możliwość modlitwy, słuchania Bożego Słowa i podtrzymuje tęsknotę za rzeczywistym spotkaniem z Chrystusem.

 

Czas pandemii…

Obecna dramatyczna sytuacja, w której się znaleźliśmy, to wielkie wyzwanie i czas próby. Wielka uważność na to, co dzieje się wokół nas, w rodzinach, w szpitalach, w społeczeństwie oraz wytrwała modlitwa o światło Ducha Świętego mogą nam podpowiedzieć, co my jako wspólnota Kościoła, a także konkretnie „ja” , co mógłbym zrobić?  Dzisiaj Jezus oczekuje od nas większego zaangażowania ludzkiego i duchowego, większej i hojniejszej miłości wobec braci, miłości bardziej twórczej. Ograniczenia, jakim zostaliśmy poddani, konieczność przebywania w domach  nie jest „czasem wolnym”, czasem odpoczynku, w którym moglibyśmy oddawać się osobistym sprawom.  Konieczna jest wyrozumiałość i cierpliwość wobec pewnych niedogodności, chwilowych braków. Epidemia wymaga dziś od wszystkich wyjątkowej solidarności.  Trzeba nam się wznieść ponad wszelkie podziały światopoglądowe, środowiskowe, religijne, polityczne.  Jesteśmy coraz bardziej świadomi, że po epidemii czeka nas ogromny wysiłek ludzki i duchowy, by móc powrócić – jak Bóg pozwoli – do normalnego życia osobistego, rodzinnego, społecznego, zawodowego, kościelnego.           W jaki sposób czasy „po epidemii” wpłyną na duszpasterstwo naszych parafii, dzieł apostolskich – to zagadnienie otwarte. Ograniczenia epidemiczne, które dziś uniemożliwiają normalne duszpasterstwo, ukazują nam, jak bardzo nasze codzienne życie zależy od zaufania, życzliwości i hojności wiernych. Jeżeli będziemy otwarci na dar rozeznania i światło Ducha Świętego, wstrząs, jaki przeżywamy, może wnieść w życie naszych wspólnot zdrowy ferment i zapał, którego bardzo potrzebujemy. Trzeba nam się modlić o głęboką wiarę, że jesteśmy prowadzeni przez Jezusa, Głowę Kościoła. Piękny przykład modlitwy w czasach epidemii dają nam katolicy włoscy, tak boleśnie doświadczeni przez epidemię. Podjęli inicjatywę nieustannego odmawiania różańca.      My też nauczeni przykładem naszych ojców, którzy w chwilach zagrożenia i niepewności doświadczali Bożej Opatrzności idziemy do Boga…    Idziemy do Boga, ponieważ bardzo Go dzisiaj potrzebujemy, tak jak dziecko potrzebuje ojca i matki. Idziemy do Niego, ponieważ bez Jego łaski nic dobrego uczynić nie możemy. Idziemy do Niego, ponieważ On nas przywołuje, ale nie po to, by nas upominać, ale by nas przygarnąć, dodać nam otuchy, zrozumieć. Idziemy, by Mu opowiedzieć o naszej bezradności, zagubieniu, lęku, ale także o naszych pragnieniach, nadziejach i radościach. Idziemy do Boga, aby doświadczyć Jego Boskiego współczucia i pomocy.