27 maja - Święto Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana obchodzone jest w czwartek po niedzieli Zesłania Ducha Świętego. Papież Benedykt XVI zaproponował, żeby do kalendarza liturgicznego wprowadzić nowe święto ku czci Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Była to odpowiedź Ojca Świętego na postulaty zgłaszane przez różne episkopaty dla upamiętnienia Roku Kapłańskiego. To nowe święto wpisuje się w cykl uroczystości i świąt, szczególnych dni, obchodzonych po zakończeniu cyklu paschalnego. Radość wielkanocna ze Zmartwychwstania Chrystusa i Jego zwycięstwa trwa pięćdziesiąt dni, kończy go uroczysty 50. dzień - Zesłanie Ducha Świętego - który pieczętuje świąteczny okres obchodów liturgicznych. I dopiero po zakończeniu tego okresu w określone dni, mające rangę uroczystości czy święta, powraca się do pewnych tajemnic wiary.  W Wieczerniku w Wielki Czwartek wieczorem świętujemy ustanowienie sakramentu Eucharystii, ale zaraz się zaczyna świętowanie Męki Pańskiej, bo przecież Msza Wielkiego Czwartku zaczyna Triduum Męki Chrystusa. Nie ma czasu na uroczyste obchody ku czci Eucharystii. Dlatego została ustanowiona specjalna uroczystość - Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, by ten sakrament uczcić. W Wielki Piątek Jezus kona na krzyżu, następuje moment przebicia Jego Serca. Nie ma w liturgii wielkopiątkowej miejsca na rozbudowanie wątku uczczenia miłości Boga, objawionej w przebitym Sercu Jezusa - stąd oddzielna uroczystość - Najświętszego Serca Pana Jezusa - także po zakończeniu cyklu uroczystości paschalnych. I ta propozycja - święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana - wpisuje się w ten ciąg. Jezus w Wieczerniku ustanawia sakrament kapłaństwa. Sam objawia się poprzez całe Misterium Paschalne i to, czego dokonuje - że On jest najwyższym Kapłanem, On składa ofiarę, tak naprawdę jedyną skuteczną - za grzechy świata. W Wielki Czwartek, podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy wspólnota wiernych zgromadzi się w danej parafii, nie bardzo jest miejsce dla uczczenia kapłaństwa Chrystusa, w które wpisane jest kapłaństwo ludzi, przyjmujących sakrament święceń, by przez nich Pan Jezus Swoje kapłaństwo wykonywał. Stąd potrzeba pogłębienia tej tajemnicy i wprowadzenia odrębnego święta. Wielkanoc przynosi tyle tematów, że one się nie "mieszczą" w tych dniach. Wszystkie te tematy są świętowane, ale szybko następują kolejne tajemnice. Gdyby chciało się później adorować jeden aspekt - uczcić go, dziękować Bogu - zachodzi potrzeba ustanowienia oddzielnego święta w ciągu roku.

Kapłaństwo jest przedłużeniem ramion Chrystusowych, błogosławiących, rozgrzeszających. Jest ciągłym przepowiadaniem Chrystusowej nauki i uobecnianiem Jego Ofiary. We współczesnym świecie Kapłan jako sługa żywego Chrystusa staje na pierwszej linii frontu w walce o zbawienie człowieka. Kapłan jako szafarz Bożych tajemnic w mocy Ducha Świętego jest wezwany aby nieść miłość wszędzie tam, gdzie panuje nienawiść; nieść światło, gdzie panuje ciemność; nieść dobro, gdzie panuje zło; nieść nadzieję, gdzie panuje rozpacz; nieść Boga wszędzie tam, gdzie panuje ateizm. Kapłan tworzący żywą wspólnotę z Chrystusem – Najwyższym Kaplanem obdarowuje dziś świat największymi wartościami – wiarą, nadzieją i miłością. Szczególnie tego dnia proszę o modlitwę za wszystkich kapłanów posługujących w naszej wspólnocie.

 

Rola Ducha Świętego. Kilka myśli przed Zielonymi Świętami…

Duch Święty chce do nas mówić, szczególnie przez Słowo Boże

Kiedy Jezus miał opuścić swoich uczniów, powiedział im, że będzie prosić Ojca, by posłał im Ducha Świętego. „Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.” Ew.Jana 14,26. Uczniowie potrzebowali Ducha Świętego, aby im przypomniał, co Jezus do nich powiedział, kiedy był tutaj na ziemi. Obecnie zadaniem Ducha Świętego jest przemawiać do nas poprzez Biblię – Słowo Boże – w taki sam sposób. Dlatego tak ważnym jest czytanie Biblii. Duch Święty pomaga nam zrozumieć to, co czytamy. We wielu sytuacjach Duch Święty uczy nas i daje nam światło, by przypomnieć nam słowa z Biblii.

Duch Święty chce nas uczyć, kim tak naprawdę jest Jezus

„Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, (…)On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi." Ew. Jana 16, 12-14.

Kiedy Jezus był na ziemi, dokonało się w Nim wielkie zbawienie. Wytorował nam nową i żywą drogę. On jest naszym Arcykapłanem i Poprzednikiem, który jest w stanie nas zrozumieć i pomóc nam w naszej walce. O tym możesz czytać w Liście do Hebrajczyków; przeczytaj to wolno i módl się, by Duch Święty mógł do ciebie przemówić i wyjaśnić ci czytane słowa. Duch Święty ma wiele nam do powiedzenia o tym, kim był Jezus i jakie to miało znaczenie, że On żył tutaj na ziemi jako człowiek.

Rola Ducha Świętego; udzielić nam mocy i pomóc nam w walce przeciwko grzechowi

Zanim Pan Jezus wrócił do nieba, powiedział: „(…)będziecie ochrzczeni Duchem Świętym. ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was(…)” Dz.Ap.1,5-8. W naszym ciele (w naszej ludzkiej naturze) są moce, które są o wiele mocniejsze od nas. Paweł mówi: „Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej. (…) A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami. Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy.” Gal.5,16-25. Duch Święty chce nas wzmocnić, abyśmy nie pobłażali żądzy cielesnej za każdym razem, kiedy jesteśmy kuszeni.

„A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego(…)” Efezjan 4,30

Duch Święty to osoba, która chce mieszkać w naszych sercach. On chce do nas przemawiać przez Biblię. Ale kto czyta Biblię ze szczerym pragnieniem? Duch Święty chce nas wzmocnić, ale kto chce używać tej mocy do tego, by walczyć przeciwko ciału wraz z jego chęciami i pożądliwościami? Rolą Ducha Świętego jest nam pomóc, więc nie zasmucajmy go, lecz bądźmy mu posłuszni.

 

 

13 maja dzień Matki Bożej Fatimskiej – 40 rocznica zamachu na św. Jana Pawła II

Pamiętnego dnia, 13 maja 1981 r., na placu św. Piotra rozległy się strzały. Jan Paweł II miał wówczas zginąć. Mówią to wszyscy: kryminolodzy, lekarze, a nawet sam zamachowiec. A jednak miało miejsce coś, co dla nas stało się bez wątpienia cudem. Papież, choć po ludzku bezbronny w tym starciu, nie był jednak sam. Po zamachu powiedział: „Byłaś mi Matką zawsze, a w sposób szczególny 13 maja 1981 r., kiedy czułem przy sobie Twoją opiekuńczą obecność… We wszystkim, co się wydarzyło, zobaczyłem – i stale będę to powtarzał – szczególną matczyną opiekę Maryi”. Pozostaje pytanie, dlaczego Bóg chciał, by Maryja ocaliła życie Papieżowi. Do czego był potrzebny? „W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków” – powtarza często po 1981 r. Ojciec Święty. Jego ocalenie nie było cudownym uśmiechem losu. W mrocznych cieniach zamachu kryły się wielkie plany Bożej Opatrzności. Wielu w tym znaku pragnęło dostrzec wskazanie, że Wojtyła został wybrany po to, by maryjnemu doświadczeniu wyniesionemu z Polski nadać wymiar ogólnokościelny. Co więcej, pytali niektórzy, może „papież z dalekiego kraju” przyczyni się do rozpadu komunizmu? Początkowo jednak nikt nie zauważył, że wszystko to scala się w jedno w świetle Fatimy. Jan Paweł II, jeszcze w szpitalu, uświadomił sobie zbieżność dat: zamachu i pierwszego objawienia fatimskiego. Bardzo szybko zapoznał się z dokumentacją fatimską. Wówczas nałożyły się na siebie dwa twierdzenia, które okazały się kluczem do odczytania Bożego szyfru. Jedno: „Za przyczyną Matki Bożej życie zostało mi na nowo darowane”. I drugie: „Zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem z Fatimy”. Papież wiedział już, że ocaliła go Pani Fatimska. Więcej, wiedział, że żyje po to, by wypełnić Jej żądanie. Przystępuje zatem, prawdopodobnie jeszcze w czasie rekonwalescencji, do działań mających na celu przygotowanie poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, w kolegialnej jedności z wszystkimi biskupami. Zapragnął doprowadzić do tego, co nie udało się Piusowi XII w 1942 r. ani Pawłowi VI w 1964 r. Papież czuł swoiste przynaglenie płynące z Fatimskiego Przesłania, dlatego też akt poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi był tylko kwestią czasu. Jedyne pytanie, jakie się wówczas rodziło, dotyczyło terminu. Pierwsza dogodna okazja ku temu łączyła się z pierwszą rocznicę zamachu i planowaną pielgrzymką do Fatimy. Z racji różnych okoliczności, a zwłaszcza krótkiego okresu czasu, do wielu biskupów nie dochodzi poczta z zaproszeniem papieskim, by wspólnie oddać świat i Rosję Maryi, co było wyraźną wolą Matki Bożej przekazaną przez s. Łucję. Akt poświęcenia, chociaż miał miejsce, okazał się nieważny, gdyż nie było kolegialnej jedności wszystkich biskupów. Pielgrzymka Ojca Świętego do Fatimy miała również dla Niego wymiar bardzo osobisty. Komu Jan Paweł II przypisuje swe ocalenie na Placu św. Piotra? – pytało wielu na całym świecie. Niektórzy uważali, że Matce Bożej Częstochowskiej. Jednak Papież jednoznacznie dziękuje Pani Fatimskiej. „Tak więc przybywam tu dzisiaj, gdyż dokładnie tego samego właśnie dnia ubiegłego roku, na Placu św. Piotra w Rzymie, podjęto próbę zamachu na życie papieża, co w tajemniczy sposób zbiegło się z rocznicą pierwszego objawienia w Fatimie., które miały miejsce 13 maja 1917 roku. Wydaje mi się, że w zbieżności tych dat rozpoznaję szczególne wezwanie, by przybyć na to miejsce. Tak więc jestem tu dzisiaj. Przybyłem, by podziękować Bożej Opatrzności tu, w tym miejscu, które Maryja zdaje się wybrała dla siebie w sposób szczególny”. Pielgrzymom zebranym w Fatimie wyznał: „Pragnę powiedzieć wam w zaufaniu: ...kiedy przed rokiem, na Placu św. Piotra miał miejsce zamach, gdy odzyskałem świadomość, myśli moje pobiegły natychmiast do tego Sanktuarium, ażeby w Sercu Matki Niebieskiej złożyć podziękowanie... We wszystkim, co się wydarzyło, zobaczyłem - i stale będę to powtarzał - szczególną matczyną opiekę Maryi.

Zasady kultu maryjnego...

Znowu przyszedł maj. Może warto przypo­mnieć sobie zasady kultu ma­ryjnego :

Zasada trynitarna. Pobożność maryjna musi posiadać charak­ter trynitarny, czyli być powiązana z kultem Boga w Trójcy Jedynego. Trzeba pamiętać, że tylko Bóg sam z siebie ma prawo do odbierania czci od wierzących. Oddając cześć Matce Chrystusa chrześcijanin po­winien pamiętać, że czci Ją tylko ze względu na Boga, który „uczynił Jej wielkie rzeczy”, jak sama Maryja modliła się w hymnie Magnificat.                                                                                                                    

Zasada chrystologiczna. Musimy się ze wszystkich sił trosz­czyć o to, by było więcej Chrystusa w kulcie Maryi. W Chrystusie Bóg przyszedł do nas i wśród nas zamieszkał. Stało się to przez udział Maryi w Bożym planie zba­wienia. Maryja wszystkie swe przywileje otrzymała ze względu na Je­zusa, a Jej życie zostało tak głęboko połączone z życiem Syna, że nie sposób bez Niego Jej zrozumieć.                                                                                                                                            

Zasada pneumatologiczna. W kulcie Maryi należy podkreślać osobę Ducha Świętego. W samym centrum historii zbawienia nastąpiło spotkanie tych dwóch osób: Ducha Świętego i Służebnicy Pańskiej. Maryja jako żywa świątynia Ducha Świętego zo­staje Nim napełniona i staje się Jego świętym narzędziem.                                                                                                                         

Zasada eklezjologiczna. Nie wolno odłączać Maryi od Kościo­ła. Maryja stała się pierwszą chrześcijanką i poprzedziła nas na dro­dze, którą wszyscy pielgrzymujemy. Jest dla nas wzorem wiary, na­dziei i miłości, zawierzenia Słowu Boga i bezgranicznego oddania się Chrystusowi.                                                               

Zasada skrypturystyczna. W kulcie maryjnym winno być wię­cej Pisma Świętego i wierności Bożemu orędziu. Odnowa kultu maryj­nego powinna być niejako podporządkowana odnowie biblijnej, przy czym to podporządkowanie nie może ograniczać się jedynie do korzy­stania z Biblii, ale ma także polegać na czynieniu jej księgą modlitwy.                                                                                                                               

Zasada liturgiczna. Pobożność maryjną należy uzgadniać z li­turgią i podporządkowywać liturgii. Zasadzie tej przeciwsta­wia się zwyczaj łączenia nabożeństw ze Mszą Świętą.                                                               

Zasada antropologiczna. W kulcie Najświętszej Maryi Panny należy uwzględniać osiągnięcia nauki o człowieku. Trzeba pamiętać o tym, że od czasów w których żyła Maryja, diametralnie zmieniły się warunki polityczne, społeczne i ekonomiczne, a także poglądy na miejsce i rolę kobiety w społeczeństwie i w Kościele. Wymaga to umiejętnego wydobywania i ukazywania wzorców ponadczasowych np. Maryi jako wzoru matki.                                                                                                                                                        

Zasada ekumeniczna. Cześć Maryi oddają także członkowie innych Kościołów. Należy unikać niewłaściwych form tego kultu, aby nie powodować nieporozumień i nie zrażać do katolicyzmu innych wyznań.                                                                                                                                                                 

Zasada naśladowania w pobożności. Od Maryi możemy i winniśmy uczyć się pobożności. W Niej Bóg dał nam wzór, jak zmie­niać życie w nieustanny kult Boga, jak być posłusznym Bogu, jak ofia­rować się Jemu. Mamy modlić się wraz z Maryją i na Jej wzór.                                                                                                 

Zasada hierarchii nabożeństw maryjnych. Nie wszystkie nabożeństwa spełniają powyższe zasady, nie wszystkie więc są jedna­kowo godne polecenia. Ta ostatnia zasada wynika z podanych przez papieża Pawła VI rozważań na temat modlitwy „Anioł Pański” i Ró­żańca. Te dwie modlitwy papież wskazuje jako te, które w pełni reali­zują postulaty soborowej odnowy kultu maryjnego. Obydwie przedsta­wiają Jezusa jako postać centralną oraz ukazują tajemnice Jego życia, śmierci i zmartwychwstania.

Warto to przemyśleć, by nasza pobożność maryjna była zdrowa, zgodna z nauczaniem Kościoła… Wszystkim życzę, by maj i nasze nabożeństwa z nim związane przyniosły jak najwięcej dobrych owoców.

 

Kryzys powołań…

Jest powód do niepokoju.. Najnowsze dane pokazują, że mamy bardzo poważny kryzys powołań. Moim zdaniem, w istocie chodzi tu raczej o kryzys powołanych. Wychowaliśmy pokolenie, które boi się podjąć jednoznacznych, ostatecznych decyzji. Dotyczy to nie tylko powołania kapłańskiego ale też małżeńskiego. Dziś mamy w seminariach czy nowicjatach znaczną liczbę kandydatów, którzy przychodzą po studiach czy pewnym okresie pracy i doświadczeń. Średnia wieku kleryków znacząco się zmieniła: obecnie ludzie młodzi dojrzewają znacznie później. Wydaje się, że mamy do czynienia z bardzo ostrym cywilizacyjnym kryzysem osoby. Widać też, szczególnie u młodych, ostre tendencje do stawiania na “samorealizację”. I tu następuje ogromne zderzenie, ponieważ kultura, która głosi tezy o samorealizacji stoi w opozycji do odczytania powołania, w którym my nie tyle spełniamy swoją wolę, ile godzimy się na rozpoznanie i realizację woli Bożej wobec nas. Dziś młody człowiek mocno stawia na rozum.. Chce wiedzieć wszystko natychmiast. A powołanie to pewne misterium, tajemnica. Ono się powoli realizuje. Nie bez znaczenia pozostaje bardzo mocny indywidualizm w przeżywaniu swojego życia. W takiej perspektywie konieczność podporządkowania się przełożonym jest dla młodych czymś bardzo trudnym. Tym bardziej, że mamy dziś do czynienia z próbą obalania autorytetów kościelnych. Inna rzecz, że jakaś liczba tychże autorytetów sama jest tego przyczyną, a w każdym razie nastąpiło głębokie nimi rozczarowanie.

Poznanie Kościoła i rozwój w wierze zakorzeniony jest bardzo mocno w rodzinie. Ona jest pierwszym nowicjatem, seminarium, czy przygotowaniem do małżeństwa. Atak na rodzinę i podważenie jej autorytetu jest najcięższym grzechem współczesności, a jednocześnie zachwianiem stabilności dojrzewania młodego człowieka.                                                                                                                                                                   

Co robić, żeby powołań zaczęło przybywać? Domaganie się od Pana Boga cudu jest prowokacją. Pan Bóg używa narzędzi i to narzędzi skutecznych. Bardzo podoba mi się koncepcja towarzyszenia, na którą tak mocno stawia papież Franciszek. Młodzi domagają się czytelnego świadectwa, w całym tym zamieszaniu cywilizacyjnym oczekują wyraźnego światła.

Wydaje się też, że młodzi ludzie chcieliby niejako zostawić sobie możliwość odwrotu. Widać więc kryzys radykalizmu.  Podsumowując: musi być cierpliwe towarzyszenie bez oczekiwania rezultatów. Tu nie chodzi o jakąś akcyjność w działaniu na rzecz powołań lecz raczej o postępowanie w myśl zasady sformułowanej przez św. Ignacego Loyolę: „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. Tu nie chodzi o odniesienie sukcesu ale o to, by pomóc temu człowiekowi odkryć prawdę o jego życiu. Kiedy ją odkryje i zachwyci się nią, to można mieć pewność, że pójdzie tą drogą.

Jezus mówił „proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo..”                                                 

Módlmy się za nasze rodziny, by były dobrym środowiskiem wzrostu, dojrzewania do odpowiedzialności i dorastania do podjęcia powołania; czy to do służby w Kościele, czy do powołania, do sakramentalnego małżeństwa.