Różaniec ocaleniem rodziny

Różaniec jest wielkim darem danym nam przez Maryję, który powoduje przemianę naszych serc, sprawia, że stajemy się coraz lepsi, bardziej otwarci na Boga i Jego Łaskę. Modlitwa ta jest szczególną szkołą miłości, dzięki której możemy budować wspólnotę narodową, parafialną, wspólnotę całego Ludu Bożego. Jest ona bardzo skuteczna w walce przeciwko złu współczesnego świata, w sytuacji, gdy zagrożony jest pokój w świecie, a rodzina targana jest licznymi problemami natury ekonomicznej i społecznej, niszczącymi wzajemną miłość i zrozumienie.
Widząc te ogromne zagrożenia nasz Wielki Apostoł Różańca - Ojciec Święty skierował do nas list apostolski "Rosarium Virginis Mariae", w którym nawoływał do podjęcia wysiłku i modlitwy, szczególnie o ratowanie rodziny ludzkiej.  Różaniec był zawsze modlitwą rodziny i za rodzinę. Rodzina, która modli się wspólnie, pozostaje zjednoczona, jej członkowie patrząc na Maryję i Jezusa łatwiej znajdują porozumienie i przebaczenie, aby żyć we wzajemnej miłości. Modlitwa różańcowa, to modlitwa za dzieci, a jeszcze bardziej z dziećmi klęczącymi u boku swoich rodziców. Modlitwa na różańcu, to również ofiarowywanie w jakiejś intencji pięciu minut swojego życia. Tyle bowiem trwa jeden dziesiątek Różańca. Wydaje się, że niewiele, ale jak dużo znaczy moc tej modlitwy, a modlić możemy się w różnych intencjach.
Niech Bóg błogosławi temu apostolskiemu dziełu, szczególnie w październiku, dla ożywienia ducha modlitwy w naszej wspólnocie parafialnej. Każdy przecież może być narzędziem w dziele podjęcia apelu Świętego Papieża o odmawianie Różańca. Zapraszamy do modlitwy różańcowej we wspólnocie parafialnej codziennie po mszy św. o godz. 18.00. Nie odkładajmy tego na później. Nie na jutro, nie za godzinę, nie jak będziemy mieli czas. A najlepiej zacznijmy już od dzisiaj odmawiać Różaniec. Szturmujmy niebo modlitwą różańcową i prośmy o ocalenie rodziny z zamętu tego świata. Matka Boża, gdy przyszła na ziemię, ukazała się dzieciom. One są najsłabszym ogniwem w rodzinie, najdelikatniejszym, najbardziej narażonym na zło, ale też najbardziej prostym, szczerym i niewinnym. Najczęściej poprzez dzieci Maryja wskazuje na Różaniec, który ma moc uprosić pokój dla świata. Gdzie mamy szukać ratunku, kiedy widzimy i doświadczamy, co dzieje się obecnie z rodziną? Widzimy, jak przebiegły jest szatan, który uderza w fundament życia ludzkości – w rodzinę, chwytajmy więc za różaniec i u Matki Bożej szukajmy ratunku, bo u Niej znajdziemy realną pomoc.

Bierzmy z ufnością różańce do rąk i razem módlmy się o świętość małżeństw i rodzin. Niech ta modlitwa przemienia nasze serca i rodziny i czyni je potężną twierdzą, gdzie króluje Chrystus i Jego miłość.

 

 

Znaczenie przygotowania do sakramentu bierzmowania w rodzinie

Przygotowanie do przyjęcia sakramentu bierzmowania jest bez wątpienia ważnym wydarzeniem na drodze wiary. Zaangażowanie i zatroskanie rodziców, którzy są autorytetem dla dziecka jest nie do zastąpienia. W niesieniu pomocy, w przygotowaniu do przyjęcia sakra­mentu bierzmowania przez dzieci, rodzice powinni być pierwsi, ponieważ zobowią­zali się do tego prosząc o chrzest swojego dziecka.

Fundamentalnymi zadaniami rodziców na drodze przygotowania dzieci do bierzmowania są:

Zwracanie uwagi na zachowanie dzieci w szkole i poza nią. Nie można sobie wyobrazić kandydata do bierzmowania, który otrzymuje ocenę naganną z zachowania, lub na którego permanentnie są skargi. Świadectwo kandydata do bierzmowania polega także na dobrym zachowaniu.

Troska o religijne życie rodziny, w którym uczestniczą zarówno dzieci, jak i rodzice. Religijne życie, to między innymi codzienna modlitwa, niedzielna Eucharystia, szacunek dla spraw wiary i sumienia w dyskusjach, decyzjach, komentarzach. Często bywa tak, że rodzice wysyłają dzieci do kościoła, a sami rezygnują z tej praktyki, ponieważ mówią, że są zmęcze­ni i nie mają czasu. Efekt takiego działania jest do przewidzenia. Dzieci przy najbliższej okazji, przy najmniejszej trudności zrezygnują z pójścia do kościoła twierdząc, że „miały ciężki tydzień w szkole, są zmęczone, koledzy proponują coś bardziej interesującego, nie mają nowego ubrania, nie czują potrzeby”. Bez wątpienia takie argumenty padałyby rzadziej, gdyby dzieci widziały rodziców znajdujących czas dla Boga nawet wte­dy, gdy to wymaga zmiany planów, rezygnacji z przemijających drobia­zgów, gdyby byli wprowadzeni we wspólne przeżywanie niedzieli jako dnia szczególnej dyspozycyjności człowieka wobec Boga.

Troska o udział dzieci w katechizacji oraz umiejętność podejmowania w rozmowach tych spraw i zagadnień, z którymi dziecko wraca do domu z tych zajęć. Nie tylko przed Pierwszą Komunią Świętą rodzice pomagają dziecku zrozumieć prawdy wiary i sytuacje życiowe. Nie mogą oczekiwać, że wyręczą ich we wszystkich trudnych sytuacjach inni, czyli nauczyciele, katecheci, koledzy, znajomi. To rodzicom najbardziej musi zależeć na pra­widłowym formowaniu swoich dzieci. Dlatego trzeba czynić wszystko, co jest w granicach możliwości, aby nie bać się kiedyś wyrzutów sumienia z powodu zawinionych zaniedbań.

Oczekiwanie na dzień bierzmowania – powinno być widoczne w modli­tewnym towarzyszeniu młodzieży. Nasza parafia organizuje spotkania oraz celebracje dla kandydatów, dlatego warto wtedy być na tych na­bożeństwach. Ponadto warto zachęcać młodzież do udziału w innych nabożeństwach, systematycznej spowiedzi, uczestnictwa w pierwszych piątkach miesiąca, wchodzenia na drogi modlitwy tekstami Pisma Świę­tego, modlitwy spontanicznej, adoracji. Warto na nowo podjąć lub nadal podtrzymać praktykowanie np. pierwszych piątków miesiąca, odrodzić własną gorliwość, pokazać, że i dla rodziców bierzmowanie dziecka jest niesłychanie ważne i chce się je przeżyć w kategoriach wiary.

Bardzo ważne jest, aby rodzice wspomagali swoje dorastające dzieci w przygotowaniu do przyjęcia  sakramentu bierzmowania. Najlepszą formą wsparcia ze strony rodziców będzie ich własne świadectwo życia chrześcijańskiego.

 

 

 

14 września – Święto Podwyższenia Krzyża

14 września 335 r. dokonano konsekracji Bazyliki Zmartwychwstania, którą wybudował cesarz Konstantyn blisko miejsca ukrzyżowania Chrystusa. Od tego czasu Wschód chrześcijański obchodził tego dnia uroczyste święto na cześć Krzyża Zbawiciela.
Krzyż jest miejscem zwycięstwa Chrystusa. Z wysokości Krzyża Jezus pociąga do siebie wszystkich grzeszników i objawia im miłość Ojca, który Go posłał. Oddając na nim ostatnie tchnienie, ofiarował się jako ofiara przebłagalna za grzechy całego świata i oddał chwałę Ojcu z wszystkimi, których zbawił.
Krzyż nie jest więc znakiem słabości Jezusa, lecz Jego chwały. Jest on znakiem miłości, która się otwiera na każdego człowieka. Jezus na Krzyżu zrezygnował ze swojej siły, by „cicha” moc Boga okazała się silniejsza niż siła wszystkich ludzi i uświadomiła nam, że zawsze do niej będzie należeć ostatnie słowo.
Krzyż jest koniecznym etapem na drodze do chwały. Dlatego Jezus zaprasza nas: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje (Łk 9, 23). Krzyż jest nieustannym wezwaniem, by zaakceptować to, czego doświadczamy każdego dnia. Przypomina nam, że nie wszystko jest dla nas proste, jak sobie zaplanujemy. Musimy się więc pogodzić z codziennymi utrudnieniami i tym, co krzyżuje nasze plany. Dla osoby cierpiącej Krzyż jest pocieszeniem, przypomina, że nie jest ona w swym cierpieniu sama, ale Ktoś idzie z nią w najgłębszą ciemność aż do samotności i opuszczenia, aż po największą niemoc śmierci. Krzyż zmusza nas też, byśmy zastanowili się nad sobą. Każe nam szukać odpowiedzi na pytanie: Kim jesteśmy? Obraz Krzyża nie pozwala nam, byśmy w przekonaniu o własnej wielkości uciekli od prawdy o naszym życiu. Ukazuje naszą ograniczoność i ukierunkowanie na śmierć. Akceptacja Krzyża przejawia się w spokojnej, milczącej i opanowanej postawie wobec życia. Człowiek, przyjmując Krzyż, przyjmuje niepowodzenia, ma odwagę przyjąć siebie takiego, jaki jest. Krzyż wyzwala go od samego siebie, wyjawia mu prawdę, od której ucieka. Znoszona z wiarą choroba jest posłuszeństwem Bogu i twórczą gotowością, staje się dla nas objawieniem odkupienia i w radykalny sposób przemienia nasze życie. Akceptacja cierpienia jest jednocześnie drogą do wyzwolenia się z niego. Wielu ludzi cierpi dzisiaj na nerwice, bo nie przyjmują Krzyża, nie chcą przyjąć prawdy o sobie.
W chrześcijaństwo wpisany jest Krzyż i jest on znakiem tożsamości każdego z nas, jest naszym znakiem rozpoznawczym. Wskazuje na głęboki sens cierpienia i otwiera człowieka na misterium samego Boga. Jest bramą, wprowadzającą w Boże życie i nasze zbawienie. Krzyż jest znakiem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem.
Przyjęcie Krzyża przynosi owoce wewnętrznej przemiany, dodaje człowiekowi sił do owocnej pokuty i nawrócenia.
Krzyż Chrystusa pyta nas o miłość, o nasze chrześcijaństwo. Zaprasza, byśmy przyszli do Niego ze swoim cierpieniem, spowodowanym zranieniem przez innych, różnego rodzaju prześladowaniem, ubóstwem, bezdomnością, bezrobociem, pokrzywdzeniem przez los. U stóp Krzyża znajdziemy wszystko.

„Jestem świadkiem, że cuda się zdarzają”  Uzdrowione podzieliły się swoim świadectwem.

Karolina Gawrych, uzdrowiona za wstawiennictwem matki Elżbiety Czackiej, i siostra Nulla ze Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża, uzdrowiona za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, opowiedziały o swojej historii podczas konferencji prasowej 2 września w Domu Arcybiskupów Warszawskich.  Karolina jako 7-latka uległa poważnemu wypadkowi pod uszkodzoną konstrukcją ciężkiej drewnianej huśtawki. Lekarze nie dawali dziewczynce większych szans na przeżycie, ale dwa tygodnie później jej stan zaczął się niespodziewanie poprawiać. Tuż po wypadku w jej intencji modliło się, za wstawiennictwem matki Czackiej, całe Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.  Obecnie 18-letnia Karolina jest całkowicie zdrowa, a podczas beatyfikacji poniesie relikwie matki Elżbiety Czackiej, za której wstawiennictwem została uzdrowiona. – To, że będę uczestniczyć w beatyfikacji, też niosąc relikwie, może być sygnałem dla tych, którzy nie znają Matki Czackiej, by mogli uznać ją za życiową przewodniczkę i autorytet – mówiła Karolina Gawrych w czasie konferencji prasowej. – Rozmawiam czasem z moim młodszym rodzeństwem o tym, co się stało, aby pokazać im, jaką siłę ma modlitwa – dodała.  Papież Franciszek upoważnił 27 października 2020 r. prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro do ogłoszenia dekretu o cudzie przypisywanym wstawiennictwu matki Czackiej, co otworzyło drogę do jej beatyfikacji.  Cud, który przyczynił się do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego wydarzył się w 1984 roku i dotyczył 19-letniej wówczas s. Nulli, nowicjuszki ze Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża. Zakonnica chorowała na raka tarczycy, guz uciskał gardło i dusił, ale pewnego dnia nowotwór zaczął się w niewytłumaczalny sposób cofać.  Lekarz powiedział, że mam maksymalnie trzy miesiące życia, a operacja wiąże się z trudnymi powikłaniami. Siostry z mojej wspólnoty podjęły modlitwę za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego – mówiła s. Nulla. – Jestem świadkiem tego, że cuda się zdarzają. Tym, którzy wierzą nie trzeba wiele tłumaczyć – dodała.  We wrześniu 2019 roku komisja kardynałów i biskupów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych potwierdziła autentyczność uzdrowienia za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego, a 2 października 2019 roku papież Franciszek upoważnił prefekta kongregacji do ogłoszenia dekretu o cudzie, co stanowiło ostatni etap procesu beatyfikacyjnego Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Stefan Wyszyński i matka Elżbieta Róża Czacka zostaną beatyfikowani 12 września w Świątyni Opatrzności Bożej. W uroczystościach weźmie udział kard. Marcello Semeraro, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, który odczyta dekret beatyfikacyjny.

 

23 czerwca – Dzień Ojca

„Trudno jest być dobrym człowiekiem, bardzo trudno jest być dobrym mężem, a najtrudniej jest być dobrym ojcem”.

 Patrząc na współczesny kontekst ojcostwa, trzeba mieć na uwadze historyczne przemiany, jakie dokonały się w rodzinie. Można powiedzieć, że przez niemal 3 tysiące lat obowiązywał patriarchalny model rodziny. Pozycja ojca była jasno zdefiniowana, miał on autorytet wynikający już z samego faktu bycia ojcem. Jego rola jednak ograniczała się jedynie do funkcji zabezpieczenia materialnego bytu rodzinie. Teraz ojcowie muszą zacząć się angażować w życie rodzinne, wychowanie dzieci i ich emocjonalne potrzeby. Ojciec musi na równi z matką uczestniczyć w życiu rodziny i wychowaniu dziecka. I tu, niestety, pojawia się kryzys ojcostwa, a nawet mówi się o „cywilizacji bez ojca”. Oznacza to właśnie pewne zagubienie się ojców, którzy nie bardzo wiedzą, jak wywiązywać się dzisiaj ze swojej roli. Na kryzys ojcostwa wpływa też rosnąca liczba rozwodów, co powoduje trudności w identyfikacji mężczyzny w rodzinie. Konkubinat, tak bardzo obecnie rozpowszechniony, też jest wyrazem tego kryzysu. Obraz ojca stał się kruchy i daleki, co nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Właściwie nie wiadomo, czy współcześni mężczyźni do końca uświadamiają sobie, jak ważna jest ich fizyczna obecność w rodzinie. Moim zdaniem, takiej świadomości jeszcze do końca nie ma. Ojcowie i w ogóle rodzice często nie zdają sobie chyba sprawy, jak dzieci bardzo im się przyglądają i powielają ich zachowania w swoim życiu? Rodzice oddziałują na dzieci najczęściej nieświadomie, spontaniczne, poprzez wydarzenia wynikające z codziennego życia. To oczywiście także dotyczy wpływów ojca. Te wpływy można podzielić na 3 psychologiczne mechanizmy: naśladownictwo, identyfikację i modelowanie. W pierwszych latach życia dziecko bacznie obserwuje swoich rodziców, którzy czasem zapominają o pewnych wydarzeniach, które dziecko nawet po kilku tygodniach jest w stanie im przypomnieć. Dziecko wszystko przyjmuje. To jest świat gestów ojca, świat jego słów, tonu głosu, mimiki i dziecko naśladuje ojca. Wtedy już uczy się pewnych wzorców zachowań.  Później następuje mechanizm bardzo ważny dla syna - mechanizm identyfikacji. Jeśli nie ma ojca, chłopiec nie ma wzorca do identyfikacji. Nie ma modelu do kształtowania jego męskiej tożsamości. Wtedy szuka wirtualnego wzorca, na przykład w mediach. Ale one nie mają nic wspólnego z dojrzałym, prawdziwym mężczyzną. Także wychowywanie dziecka przez samą matkę może też powodować, że chłopiec będzie przejmował więcej cech kobiecych. Ona nie zastąpi obecności ojca, nie będzie nadal męskiego modelu, tak potrzebnego do kształtowania jego tożsamości. Natomiast modelowanie polega na przejmowaniu zachowań ojca, ale już przy zachowaniu odrębności własnej osobowości. I ten mechanizm jest szczególnie ważny dla kształtowania własnego „ja” dziecka. Ale nie może on zaistnieć, jeśli nie będzie głębokiej więzi ojca z dzieckiem.

Co więc znaczy „być ojcem”?

 Klucz zawiera się tutaj w słowie „być”. Być ojcem to znaczy być fizycznie i psychicznie. Nawet jeśli ojciec jest w rodzinie, ale zamyka się w swoim pokoju, ponieważ pracuje, to też mówi się o jego braku. Dziecko czuje się niepotrzebne, nie na tyle wartościowe, żeby ojciec poświęcił mu choć trochę uwagi. I to dziecko jest zdane na wychowywanie bez ojca, choć jest on obecny w domu. Brak ojca godzi w poczucie wartości dziecka. Ojciec musi być obecny w jego życiu od pierwszych chwil. Co więc można powiedzieć o roli ojca w rodzinach, gdzie ojcowie pracują od nocy do nocy, gdzie przebywają za granicą, albo jako kierowcy ciężarowych samochodów pojawiają się czasem w domu…?

Dzień Ojca to nie tylko okazja do przyjmowania życzeń przez ojców, ale może przede wszystkim okazja do odpowiedzenia na pytanie : jakim ojcem jestem dla swych dzieci???