Witamy na stronie Bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego w Augustowie

Środa Popielcowa w rodzinie

Wielki Post rozpoczyna się w Środę Popielcową i trwa 40 dni, nie wliczając niedziel, które w praktyce Kościoła zawsze były dniami radości. Dawniej okres ten był pełen modlitwy, pokuty, postów. W ten sposób nawiązywano do czterdziestodniowego pobytu Chrystusa na pustyni przed podjęciem działalności publicznej. W Środę Popielcową odbywa się w kościele obrzęd posypania głów popiołem. Warto w przeddzień zorganizować w domu tradycyjnego "śledzika", wyjaśniając dzieciom, że kończy się karnawał, okres zabaw, a zaczyna się czas, w którym będziemy skupiać się w katechezie rodzinnej na sprawach na tyle poważnych, że gwar dyskotekowej muzyki przeszkadzałby.

Każdemu dziecku do prawidłowego rozwoju potrzebna jest zmiana. Tak więc ze względu na zachowanie higieny psychicznej, jak i ze względu na konieczność nauczenia dziecka, że w życiu istnieje nie tylko zabawa, warto wprowadzić je w tajniki Wielkiego Postu. Wbrew pozorom każde dziecko lubi rezygnować z przyjemności i odczuwa radość z pokonywania swoich zachcianek.

Takim zewnętrznym znakiem rozpoczęcia okresu zadumy nad sprawami nadprzyrodzonymi będzie uczestnictwo w nabożeństwie zakończonym posypaniem głowy popiołem. W drodze do kościoła powiedzmy dziecku, że dziś kapłan będzie święcił popiół uzyskany z palm używanych w liturgii Niedzieli Palmowej. Wyjaśnijmy dzieciom znaczenie tego obrzędu. Po powrocie do domu znajdźmy czas na wspólne przeczytanie fragmentów Pisma Świętego: II List do Koryntian (5, 20; 6, 3) oraz Ewangelię ( Mt 1, 12-25). Ojciec posypuje głowy popiołem przyniesionym do domu w książeczce tym członkom rodziny, którzy nie mogli uczestniczyć w nabożeństwie.

 

W ten wieczór po nabożeństwie warto całą rodzinę skupić przy stole z zapaloną świecą, symbolizującą Chrystusa Zbawiciela. Można zaopatrzyć się wcześniej w pieśni wielkopostne na kasetach lub płytach w dobrym wykonaniu. Niech cichy śpiew towarzyszy nam przy kolacji i wprowadza w nastrój Wielkiego Postu, po głośnym okresie karnawału. Ta wspólna kolacja pozwala rodzicom powiedzieć dzieciom, że rozpoczyna się na całym świecie w Kościele katolickim 40-dniowy okres przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Czynią to chrześcijanie niemal od 2000 lat, naśladując 40-dniowy post Chrystusa. Trzeba też wyjaśnić dzieciom symbolikę popiołu uzyskanego z poświęconych palm. Palmy nawiązują do radosnego Hosanna w dniu wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Dzień ten szybko przeminął. Tak też przeminie nasze życie. Czasem pełne cierpienia, jak to było w Wielki Piątek na Golgocie. Ale Chrystus, wzywając nas do przemiany, obiecuje nam chwałę w niebie. Przyjmując popiół na nasze głowy, prosimy Boga, by dał nam ducha prawdziwej pokuty.

Karnawał w dawnej Polsce i dziś

Karnawał - według „Encyklopedii Katolickiej” - od łacińskich słów „carne” - mięso i „vale” - żegnać lub „levare” - odrzucić - to okres trwający w zależności od epoki, kraju i regionu od Nowego Roku, Objawienia Pańskiego, św. Antoniego Pustelnika (17 stycznia) - we Włoszech - lub Ofiarowania Pańskiego (2 lutego) do wtorku przed Środą Popielcową.
W naszym kraju karnawał pojawił się za czasów szlachty sarmackiej, a staropolskie obchody określane były jako zapusty. Polacy lubili szukać okazji do zabawy,  życie w wiejskich dworkach bywało monotonne i nudne, dlatego karnawał przypadł im do gustu i przez cały jego okres wyprawiali uczty, organizowali kuligi z ogniskiem, pieczeniem mięsa i piciem na umór. Okres trwania karnawału rozpoczynało święto Trzech Króli, a kończył tradycyjnie, tak jak obecnie, Wielki Post. Najważniejsze były w czasie karnawału kuligi. Nie odbywały się one tak jak teraz spontanicznie, ale wcześniej dokładnie je planowano. Zabawa polegała na tym, że sanie jeździły po dworkach, w których odbywały się obfite uczty. Trwało to zwykle wiele dni, a w każdym takim dworku bawiono się i nocowano. Karnawałowe obchody wymagały starannego przygotowania domu, opracowania menu i atrakcji dla gości. Taki kulig możemy zobaczyć w filmie nakręconym według „Popiołów” Stefana Żeromskiego.
W XX wieku organizowane były w okresie karnawału słynne bale przebierańców, bale maskowe, bale kotylionowe. Sławne stały się bale kotylionowe ułanów we Lwowie, podczas których wprowadzany był na piętro koń z koszami bukiecików, którymi ułani obdarowywali swoje damy w zamian za otrzymane kotyliony.
Zwyczajem było także „chowanie basa”. Nim się rozpoczął Wielki Post, wszystkie instrumenty musiały być pochowane, a bas - aż do Wielkiej Nocy.
Zabawy kończono w tłusty czwartek obżarstwem i pijaństwem, z wykorzystaniem różnego rodzaju wódek, przekąsek, pączków, faworków i ciastek.
Karnawał, zapusty, ostatki, kuse dni (czy dlatego, że krótkie, czy dlatego, że panowało przekonanie, iż diabeł, czyli kusy, towarzyszy każdej tańczącej parze)... Dlatego abp Stanisław Karnkowski w XVI wieku wprowadził czterdziestogodzinne nabożeństwo wynagradzające za grzechy i zbytki ostatków.
Benedykt XIV wydał w 1748 r. encyklikę „Inter caetera”, w której zabraniał festynów i maskarad w piątki i dni świąteczne oraz przeciągania zabaw ostatkowych po północy.
Kościół popiera te formy karnawału, które nie są sprzeczne z kulturą chrześcijańską.
Póki karnawał… Bawmy się więc w ostatki i niech towarzyszą nam tańce, śpiewy i dobra muzyka. Podtrzymujmy nasze piękne tradycje, rozpalajmy ogniska, cieszmy się i śpiewajmy.

11 lutego - Światowy Dzień Chorego

11 lutego po raz kolejny obchodzony będzie Światowy Dzień Chorego. Ustanowił go Jan Paweł II dnia 13 maja 1992 r. Wyznaczył wówczas jego datę na 11 lutego - wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

W Dniu Chorego w wielu kościołach, również u nas,  organizowane są uroczyste liturgie, połączone z udzieleniem sakramentu chorych, który dzisiaj coraz częściej jest zapomniany i niedoceniony. Można zapytać: dlaczego? Być może dlatego, że kiedyś zaopatrzono go w nazwę „ostatnie namaszczenie”. W tej sytuacji wzywano kapłana z namaszczeniem chorych w ostatnim momencie życia, kiedy człowiek umierał. To wielki błąd. Wypada przypomnieć, że sakramentem konających jest tak zwany Wiatyk, czyli Komunia święta. To ona jest sakramentem umierających, a nie namaszczenie chorych. Komunia św., zjednoczenie z Chrystusem tu na ziemi, daje gwarancję przekroczenia progu wieczności i wejścia w szczęście wieczne.  Sakrament namaszczenia chorych jest czymś innym. Jest to znak sakramentalny zostawiony przez Chrystusa jako narzędzie uświęcenia naszego cierpienia. Przez ten sakrament Chrystus chce nam pokazać, że cierpienie nie musi człowieka niszczyć, może go doskonalić. W ten sposób Chrystus nadał ludzkiemu cierpieniu sens. Oto człowiek cierpiąc, może ubogacać siebie i innych. Św. Marek wspomina, że uczniowie Chrystusa namaszczali chorych i uzdrawiali. Św. Jakub mówi o tradycji pierwszych pokoleń chrześcijan: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15). Jakie są skutki tego sakramentu? Pierwszym, i to często, choć nie zawsze, widocznym efektem sakramentu namaszczenia, jest poprawa zdrowia chorego. Drugim skutkiem, tym razem w dziedzinie ducha, jest oczyszczenie z grzechów. Gdyby człowiek popełnił grzechy ciężkie, a nie mógł się spowiadać, czyli nie mógł skorzystać z sakramentu pokuty, to wtedy ten sakrament gładzi grzechy. Może więc być udzielony zarówno człowiekowi w stanie łaski uświęcającej, jak i grzesznikowi w stanie grzechu ciężkiego.
Trzecim i chyba najważniejszym celem tego sakramentu jest pomoc potrzebna do wykorzystania czasu cierpienia i zachowania godnej postawy. Cierpienie jest wielką próbą. W chrześcijańskiej religii cierpienie jest przede wszystkim próbą wiary w prawdę, że Bóg jest Miłością. Właśnie w tym momencie potrzebna jest łaska odkrycia sensu cierpienia.

Sakrament namaszczenia chorych pozwala człowiekowi wykorzystać cierpienie dla udoskonalenia własnego i dla zbawienia świata. Przez ten sakrament cierpienie, które jest ciężkim doświadczeniem, nie utrudnia, lecz pomaga w dostępie do Eucharystii.
Nasuwa się logiczny postulat: ilekroć wybieramy się do szpitala, powinniśmy przyjąć namaszczenie chorych. Pobyt w szpitalu łączy się zazwyczaj z cierpieniem. Trzeba więc szukać pomocy Bożej w zrozumieniu i odpowiednim przeżyciu jego tajemnicy. Ludzie w podeszłym wieku, którzy czują się słabo, mogą przystępować do tego sakramentu namaszczenia chorych nawet raz w roku.
11 lutego jest dla niejednego z nas szansą odkrycia całego bogactwa faktu, iż Chrystus w trosce o nasze zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe zostawił nam specjalny sakrament namaszczenia. Warto tego dnia w sposób szczególny dziękować Chrystusowi za tę Jego pełną miłości pamięć o wszystkich chorych. A jeśli nas samych dotyka - niezależnie od wieku - jakieś cierpienie, poprośmy o udzielenie tego sakramentu. Jest to głębokie religijne przeżycie, które umacnia człowieka, dodaje sił i umożliwia zachowanie chrześcijańskiej postawy w godzinach cierpienia.

W naszej parafii msze św. z udzieleniem sakramentu chorych będą 11 lutego,  we wtorek,  o godz. 8.00, 12.00 i 18.00.

Pomóżmy dotrzeć chorym i starszym na to nabożeństwo!

Minął kolejny rok…

Zaglądnijmy do naszych wydarzeń minionego roku.  Kilka liczb, statystyk i faktów… Radością zazwyczaj są narodziny dziecka. Choć już coraz częściej słyszymy o strasznych przestępstwach dokonanych wobec niewinnych, bezbronnych dzieci. Dziękujemy dobremu Bogu ; u nas ochrzciliśmy 89  małych dzieci (w ub. roku 81).  Do Stołu Pańskiego w dniu I Komunii św. przystąpiło 36 dzieci (w ub. roku 101). Co do kontynuacji  tak wspaniałego życia z Chrystusem Eucharystycznym u wielu dzieci i ich rodziców mamy niestety spore zastrzeżenia. Rycerzami Chrystusa poprzez Sakrament Bierzmowania stało się 149 młodych parafian (w ub. roku 72) – było to w dniu 19 marca br. Drodzy rodzice i świadkowie popatrzcie czy jeszcze zostało w nich coś  z tego rycerstwa, z męstwa i pobożności. Dlaczego nie widzimy ich  wszystkich na niedzielnej Mszy św.? Smutkiem naszym jest duża ilość naszych parafian żyjących w związkach niesakramentalnych. Ślubów u nas było 32. To i tak o 10 więcej niż w ub. roku.  W tym roku odwiedziliśmy chorych w czasie rekolekcji, w pierwsze piątki miesiąca i w czasie choroby 558 osób.   Do Pana odeszło kończąc swoja ziemską pielgrzymkę 119 osób w tym wielu, niestety (76), bez pojednania z Bogiem, bez sakramentu chorych. Pamiętajmy o naszych drogich zmarłych w stałej modlitwie w domu, w kościele i przy grobie. Znamy ten ból, ale i nadzieję u miłosiernego Boga.  W naszym kościele w ub. roku udzielono ponad 180 000 Komunii św. – jesteśmy wdzięczni wszystkim tym parafianom , którzy nawet codziennie przychodzą do kościoła na Msze św. , pokrzepiają swe ludzkie siły Boskim Chlebem. Nasze wyrazy wdzięczności kieruje do tych pierwszo-piątkowych i pierwszo – sobotnim, w różnym wieku przybywającym do świątyni. Wasz udział w Chrystusowej Uczcie staje się waszą mocą,  jest pomocą dla tych, którym ofiarujecie modlitwę i Komunie  św., jest budującym przykładem dla innych nie mających odwagi i siły do częstego spotykania się z Chrystusem.                                                                                                                                                                                

   To czego dokonaliśmy z prac gospodarczych w minionym roku, to przede wszystkim : dalsze prace przy renowacji ołtarzy w naszej Bazylice, rozpoczęliśmy budowę domu parafialnego, a jest to owocem naszej wspólnej troski, ofiarności . Bogu niech będą dzięki  wam, ofiarodawcom, że w tych trudnych czasach, udało nam się tyle dobra dla naszej wspólnoty, dla świątyni wykonać. Wielkie wyzwanie finansowe dla nas to nasz augustowski cmentarz.. Na szczęście w nowy rok weszliśmy bez żadnych długów i z wielką wiarą i nadzieją spoglądamy w przyszłość.

Niech Dobry i Wszechmogący Bóg pobłogosławi naszą Wspólnotę Parafialną, aby Nowy Rok Pański 2020 był dla nas pomyślny i owocny !!!

Przychodzi Nowy Rok…

Z pewnością rodzą się w nas pytania… Jaki będzie ten rok? komu urodzi się syn, a komu córka? Kto dostanie się na studia, a kto pójdzie na bezrobocie? Kogo odprowadzimy na cmentarz, albo kto będzie nas odprowadzał? Komu podamy dłoń, żeby się związać małżeństwem, a kogo wtedy odtrącimy?

To jest  piękne w chrześcijańskiej wierze, że nie zostawia nas u progu nowego roku nad przepaścią pytań i niewiedzy, ale stawia nas na skrzyżowaniu, gdzie Bóg umieścił swoje światła, żebyśmy wiedzieli, jaką drogę wybrać, aby się nie zagubić, aby nie zmarnować nowych 365 dni, aby osiągnąć zamierzone cele, aby ten rok był błogosławieństwem, a nie przekleństwem.

Co to za światła zapala dla nas Bóg przed skrzyżowaniem 2020 roku?

 Najpierw zapala Bóg światło czerwone. To światło horoskopów: Nie jedź! Zatrzymaj się!

Miliony ludzi czytało w ostatnich dniach porady wodnika, zapewnienia ryby, obietnice barana, niektórzy nawet poszli do wróżki. I po co?! Przecież i tak Bóg rządzi światem, a nie układy gwiazd. I tak od człowieka zależy, co zrobi jutro, a nie od porad "łapigroszów". I tak naprawdę tylko jedna gwiazda pokaże nam, jaki to będzie rok. To gwiazda Ewangelii. Skoro zaprowadziła mędrców do Betlejem, zaprowadzi i nas do Jezusa, a On jedynie zna naszą przyszłość!

 Ale Bóg zapala również światło żółte.

To światło narzekania. Bo dzieci są niegrzeczne, bo posłowie źle rządzą, bo pogoda za kiepska, a zakręt za ostry, bo pieniędzy za mało, a nikt mnie nie lubi, bo sąsiadka ma piegi, a jej mąż od dwóch lat to tylko po łacinie gada. Światło żółte. Uważaj na narzekanie! Zastanów się! „Popatrz na mnie - mówi Jezus. Nie znalazłem miejsca w gospodzie, żebyś nie powiedział, że było mi lepiej niż bezdomnym i opuszczonym. Urodziłem się wśród nienawiści Heroda, żebyś nie narzekał, że nie masz układów z władzą. Nie mówiłem o dezynfekcji i paryskich kosmetykach kiedy leżałem między zapachem osła i woła. Naprawdę Jezus urodził się w gorszych warunkach niż my żyjemy, a nie narzekał, ani On, ani Jego Matka, a także Józef, którego musiało bardzo serce boleć, że choć opiekun, miejsca znaleźć nie mógł.

 Bóg daje nam na początku roku również światło zielone.

I to jest światło nadziei.

To nadzieja na błogosławieństwo.

Bóg mówi do Mojżesza i Aarona "Błogosławcie ludowi". Psalmista śpiewa "Bóg miłosierny niech nam błogosławi". Święty Paweł zapewnia, że Bóg dał nam Ducha Świętego. Pasterze mówią, że w Betlejem Pan się narodził. Maryja z Józefem nadają imię Dziecięciu - Jezus tzn. Bóg jest zbawcą.

Czyż to wszystko nie wystarczy, by mieć nadzieję na nowy rok? Bóg nie jest cyganką za dwa złote. Jeśli mówi, że nam będzie błogosławił to nas nie opuści. Bo po to się urodził, żebyśmy nie tylko nowy rok, ale każdy dzień przeżywali z Bożą pomocą i Jego opieką, nawet kiedy wydaje nam się, że jesteśmy bardzo samotni.

Close Open